Walrus: zmierzch legendy, który nie chce nadejść

Walrus: zmierzch legendy, który nie chce nadejść

Sławomir J. Lipiecki

 

Okręty podwodne typu Walrus od lat pozostają symbolem zdolności Królewskiej Holenderskiej Marynarki Wojennej (Koninklijke Marine) do prowadzenia operacji podwodnych na Atlantyku i w rejonie Morza Północnego. Ich okres świetności powoli jednak dobiega końca. Jednostka prototypowa została już oficjalnie wycofana ze służby, a pozostałe w najbliższych latach mają ustąpić miejsca nowym okrętom typu Orka.

Historia Walrusów może jednak nie zakończyć się w sposób tak jednoznaczny. Trzy pozostałe jednostki, które teoretycznie powinny były już przejść do historii – ich wycofanie planowano bowiem pierwotnie na 2025 r. – otrzymały nieoczekiwany „bonus operacyjny”, a ich służbę wydłużono o co najmniej kilka lat. Przyczyną tego paradoksu jest równie zaskakujący, co kontrowersyjny wybór francuskiego projektu typu Barracuda w wersji konwencjonalnej, istniejącego dotąd wyłącznie na papierze. Decyzja ta już teraz generuje istotne opóźnienia i zmusza Holandię do utrzymywania w linii swoich sprawdzonych, choć wyraźnie już wiekowych okrętów.

Geneza

Holandia ma głęboko zakorzenione tradycje morskie. Już na przełomie XIX i XX w. w Koninklijke Marine zainteresowano się okrętami podwodnymi. Bardzo szybko kraj ten osiągnął wysoki poziom w projektowaniu i budowie jednostek tej klasy. Niestety, po II wojnie światowej zrujnowany przemysł stoczniowy nie był w stanie podołać programom budowy coraz bardziej zaawansowanych okrętów podwodnych. W związku z tym przez pewien czas Holandia musiała użytkować jednostki brytyjskie i amerykańskie.

W połowie lat 50. XX w. pojawił się pierwszy od wielu lat krajowy projekt nowych okrętów podwodnych – typu Dolfijn. Konstrukcję tych jednostek opracowano na bazie podjętych jeszcze w trakcie II wojny światowej przez Nederlandsche Verenigde Scheepsbouw Bureaux studiów projektowych nad multicylindrycznymi okrętami podwodnymi. Kadłub sztywny (ciśnieniowy) składał się z trzech cylindrów. Górny zawierał pomieszczenia socjalne dla załogi, systemy dowodzenia i uzbrojenia, a pozostałe dwa – umieszczone równolegle poniżej – mieściły niezależne od siebie maszynownie. W każdej z nich zainstalowano silnik wysokoprężny MAN i silnik elektryczny, jeden wał napędowy ze śrubą oraz składającą się ze 168 ogniw baterię. Kadłub sztywny o takiej strukturze otoczony był opływowym kadłubem lekkim. Przyjęte rozwiązania techniczne pozwalały z łatwością osiągać maksymalną (bezpieczną) głębokość zanurzania w granicach 200 m. Zamówiono łącznie cztery jednostki tego typu.

Na przełomie kolejnej dekady rząd holenderski podjął decyzję o rozpoczęciu prac projektowych nad okrętami podwodnymi nowej generacji. Początkowo słusznie rozważano jednostki o napędzie nuklearnym. W związku z tym po zwodowaniu dwóch pierwszych okrętów podwodnych typu Dolfijn w stoczni Rotterdamse w latach 1959–1960 budowa kolejnych została opóźniona z uwagi na planowane nabycie ze Stanów Zjednoczonych technologii napędu atomowego. Ostatecznie dwa kolejne okręty zwodowano dopiero w 1965 r. w stoczni Fijenoord. Niestety, ówczesne możliwości technologiczne i finansowe Holandii spowodowały zarzucenie opcji nuklearnej. Niepowodzeniem zakończyły się również próby podjęcia współpracy z Royal Navy. Co gorsza, cztery okręty podwodne typu Dolfijn nie usatysfakcjonowały Holendrów, choć ich dość powszechna krytyka wydawała się mocno przesadzona. W związku z tym Departament Materiałowy Koninklijke Marine, biuro projektowe stoczni R.D.M. oraz instytut Nederlandse Vereenig de Scheepsbouw Bureaux rozpoczęły tworzenie kolejnych projektów. Dzięki szybkiemu tempu prac już pod koniec 1965 r. zamówiono jednostkę prototypową. Pierwszy okręt podwodny tzw. drugiej generacji otrzymał nazwę HNLMS Zwaardvis (pol. „Miecznik” lub „Włócznik”). Jego budowę rozpoczęto w połowie 1967 r., odbiór zaś miał miejsce w lipcu 1972 r. Wkrótce do okrętu dołączył bliźniak – HNLMS Tijgerhaai (pol. „Żarłacz tygrysi”).

Powstałe w ten sposób bardzo udane jednostki typu Zwaardvis stały się w praktyce protoplastami dla użytkowanych obecnie okrętów typu Walrus (zwanych też typem Zeeleeuw, a w ogólnej klasyfikacji NATO – Narwhal). Podobnie jak Dolfijny, bliźniaki typu Zwaardvis powstały w stoczni R.D.M. w Rotterdamie. Były klasycznymi okrętami spalinowo-elektrycznymi, zbudowanymi w układzie półtorakadłubowym – ze środkową częścią kadłuba zbudowaną jako jednokadłubową (z wyodrębnionymi trzema pokładami) oraz częścią dziobową i rufową w układzie dwukadłubowym (z dwoma pokładami wyodrębnionymi we wnętrzu kadłuba ciśnieniowego).

Konstruktorzy odeszli od klasycznego kształtu „cygara”, decydując się na amerykańskie wzorce rodem z doświadczalnego USS Albacore (AGSS-569). Okręty otrzymały więc tzw. kroplowy kadłub, zwieńczony na rufie klasycznym usterzeniem w układzie krzyża „+”. Dziobowe stery głębokości zainstalowano zaś – podobnie jak na jednostkach amerykańskich – na obudowie kiosku.

Kadłub podzielono na trzy główne przedziały (sekcje): uzbrojenia – z wyrzutniami torped, magazynem środków bojowych i stacją hydroakustyczną; środkowy – mieszczący pomieszczenia socjalne, baterie akumulatorów i sekcje kontrolne; rufowy – w którym znalazły się silniki wysokoprężne, agregaty oraz główny silnik elektryczny. Napęd okrętów stanowiły trzy czterosuwowe silniki wysokoprężne z turbodoładowaniem Werkspoor RUB 215x12 o łącznej mocy nominalnej 3132 kW, sprzężone z agregatami ładującymi dwie baterie akumulatorów elektrycznych. W położeniu podwodnym baterie zasilały silnik elektryczny o mocy nominalnej 3803 kW. Napędzał on – za pośrednictwem pojedynczego wału – pędnik w postaci pięciołopatowej, wolnoobrotowej śruby. Okręty wyposażono w bardzo nowoczesne – jak na swoje czasy – systemy obserwacji technicznej, w tym m.in.: wykrywania, przeciwdziałania, przetwarzania informacji taktycznych i kierowania walką. Uzbrojenie również prezentowało się okazale. Tworzyło je sześć wyrzutni torped kal. 533,4 mm do torped ciężkich NT37C/D/E, a później także dużo lepszych Honeywell Mk 48 Mod 4. Mogły one być odpalane na głębokości nawet 200 m. Podawana oficjalnie maksymalna (bezpieczna) głębokość zanurzania 200 m w rzeczywistości przekraczała granicę 300 m.

Okręty podwodne typu Zwaardvis okazały się wyjątkowo udaną konstrukcją. Pozostawały w służbie nieprzerwanie do 1995 r. i pewnie służyłyby dalej, gdyby nie koniec zimnej wojny i cięcia budżetowe, które dotknęły także Koninklijke Marine. Co istotne, holenderskie okręty podwodne udowodniły swoją wartość w praktyce, np. w 1989 r., podczas manewrów NATO o kryptonimie North Star 89. Biorący w nich udział HNLMS Zwaardvis skutecznie zmylił siły osłonowe grupy bojowej lotniskowca USS America (CV-66), po czym wykonał pozorowany atak torpedowy. W tym kontekście dziwi fakt, że mimo sukcesów zarówno na poziomie konstrukcyjnym, jak i taktycznym holenderskie okręty podwodne nigdy nie odniosły wymiernych sukcesów eksportowych. Jedynym zagranicznym użytkownikiem jednostek typu Zwaardvis (czy raczej pochodnych tego projektu – Zwaardvis Mk 2) okazał się Tajwan. Pierwotne plany, mówiące o budowie do sześciu zmodernizowanych okrętów (dwie zamówione jednostki plus opcja na budowę czterech kolejnych) – znanych obecnie jako typ Chien Lung lub Sea Dragon – na potrzeby tajwańskiej MW zostały ograniczone z powodu interwencji dyplomatycznej ChRL. Zabiegi władz w Pekinie okazały się na tyle skuteczne, że rząd holenderski zmuszony był zawetować finalizację porozumienia. Ostatecznie pod banderę Tajwanu trafiły tylko dwie jednostki: Hai Lung (SS-793) i Hai Hu (SS-794). Swoją drogą, po przeprowadzeniu kompleksowej modernizacji z powodzeniem służą one do dziś, będąc jednymi z najstarszych wykorzystywanych operacyjnie okrętów podwodnych na świecie.

W połowie 1978 r. w Koninklijke Marine rozpoczęto program budowy nowych okrętów podwodnych, obecnie znanych jako typ Walrus lub Zeeleeuw, które miały zastąpić starzejące się w szybkim tempie jednostki typu Dolfijn. Potrzeba była na tyle paląca, że projektowanie i budowa nowych okrętów zyskały wysoki priorytet, w tym bardzo duże poparcie polityczne, co ułatwiło ustalenie ogromnego budżetu, sięgającego kwoty 212,5 mln NLG. Pieniądze na projekt i budowę typu Zeeleeuw zatwierdzono jeszcze w 1975 r. Co istotne, program okazał się w praktyce tak ambitny, że ostatecznie nawet tego budżetu nie udało się utrzymać – został on przekroczony niemal dwukrotnie. W ostatecznym rozrachunku jednostki typu Walrus/Zeeleeuw uszczupliły holenderski budżet o niebagatelne 470 mln NLG (w przybliżeniu ok. 230 mln USD).

Ich projekt i następnie budowa okazały się w praktyce programem bardzo złożonym, obejmującym wiele innych przedsięwzięć.

 Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 5-6/2026

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter