Uwaga desant! Transport pojazdów i uzbrojenia ciężkiego. Część 2
Krzysztof Cieślak
Po względnym opanowaniu trudności związanych z przerzucaniem spadochroniarzy za linię frontu konieczne stało się rozwiązanie problemu zapewnienia desantowi ciężkiego uzbrojenia o dużych gabarytach i środków transportu gotowych do szybkiego użycia. W latach trzydziestych XX wieku nie tylko w Związku Sowieckim, ale i w całym świecie nie było samolotów transportowych mogących pomieścić w kadłubie pojazdu większego od motocykla. Kolejnym utrudnieniem był ograniczony udźwig istniejących maszyn. Oprócz tego konieczne było zmniejszenie oporu aerodynamicznego przenoszonych ładunków powodującego znaczne zużycie paliwa i poważnie pogarszającego osiągi. O przebiegu prób związanych z rozwiązywaniem tych problemów traktuje druga część artykułu.
Na samym początku prób z desantowaniem uzbrojonych spadochroniarzy przewidywano zrzut w niewielkiej odległości od obiektu ataku. Jednak korzystniejsze było skryte wysadzenie w większej odległości od celu a najlepiej w rejonie, gdzie nie było posterunków obserwacyjnych i sieci łączności. Dawało to możliwość zaskoczenia obrony nieświadomej obecności przeciwnika w oddaleniu od frontu i automatycznie zmniejszało ewentualne straty. Pozostawało tylko dostarczenie środków pozwalających na szybkie przemieszczanie się w terenie. Do tego celu najbardziej nadawały się motocykle. Dodatkowo takie pojazdy z koszem mogły przewozić karabiny maszynowe i lekkie moździerze, ale to nie od nich zaczęto.
Jednak zanim zdecydowano się na te małe pojazdy mechaniczne, rozpatrywano możliwość transportu drogą lotniczą taczanek (bryczka z karabinem maszynowym) i koni dla tych powozów i artylerii. Domagał się tego sam marszałek Siemion Budjonny. Jak głosiła szeptana wieść, czy jak wolą inni legenda, Grochowski miał to marszałkowi obiecać. To, że znany z poważnego deficytu intelektualnego Budjonny mógł wpaść na taki pomysł jest całkiem prawdopodobne, a Grochowski dla świętego spokoju mógł się zgodzić. Była to oczywiście propozycja nie do zrealizowania. Podwieszenie taczanki, będącej zwykłym powozem pod TB-1 nie było trudne, ale zrzut na spadochronie był niemożliwy ze względu na delikatną konstrukcję. Z kolei transport koni był absolutnie niemożliwy z braku odpowiednich samolotów. Co prawda rozpatrywano możliwość skonstruowania specjalnej uprzęży pozwalającej na podwieszenie konia pod kadłubem TB-3 (planowano podwieszenie 5-6 koni), ale obawiano się reakcji zwierzęcia na taką sytuację. Konie są bardzo płochliwe i podatne na stres. Oprócz tego konieczne było zabezpieczenie konia przed zimnym strumieniem powietrza i niską temperaturą mogącą doprowadzić do zamarznięcia. Mimo takich wątpliwości przeprowadzono próby z koniem w tunelu aerodynamicznym CAGI. Chodziło o ustalenie, czy koń ma być podwieszany łbem w kierunku lotu, czy też odwrotnie. Z propozycji użycia archaicznych taczanek zresztą dość szybko zrezygnowano.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 2/2026
