Security Action for Europe (SAFE). Rozmowa z pełnomocnik rządu Magdaleną Sobkowiak-Czarnecką
Tomasz Dmitruk
Sejm RP, po poprawkach zgłoszonych przez Senat RP, przyjął 27 lutego br. projekt ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa (FIZB). Ustawa miała na celu stworzenie rozwiązań prawnych i organizacyjnych, umożliwiających wykorzystanie 43,7 mld euro przyznanych Polsce z instrumentu pożyczkowego Unii Europejskiej na obronność SAFE (Security Action for Europe). Przy tej okazji mieliśmy możliwość rozmowy z Panią Magdaleną Sobkowiak-Czarnecką, pełnomocnik rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, która koordynuje prace dotyczące programu SAFE. Rozmowa odbyła się jeszcze przed wetem Prezydenta RP Karola Nawrockiego, wniesionym do ustawy o FIZB.
Tomasz Dmitruk: W latach 2016–2018 pracowała Pani w Komisji Europejskiej (KE) i zajmowała się tematami związanymi z komunikacją w obszarze polityki obronnej i kosmicznej. Czy tamto doświadczenie procentuje obecnie podczas pracy przy instrumencie SAFE?
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka: Przydaje się z wielu powodów. Po pierwsze cenna jest sama znajomość specyfiki pracy w Komisji, pracy w instytucjach, tego jak są tam podejmowane decyzje. Przede wszystkim najpierw było to przydatne przy prowadzeniu polskiej prezydencji, a teraz jest przy negocjacjach z KE, wiedząc jak pracuje się od tej drugiej strony i na co Komisja zwraca uwagę. Po drugie, tak się akurat złożyło, że pracowałam w DG GROW [Directorate-General for Internal Market, Industry, Entrepreneurship and SMEs, czyli Dyrekcji Generalnej ds. Rynku Wewnętrznego, Przemysłu, Przedsiębiorczości i MŚP – przyp. red.], w komunikacji, ale w mojej specjalności była właśnie obrona oraz kosmos i to z DG GROW wyłoniła się osobna dyrekcja DG DEFIS [Directorate-General for Defence Industry and Space, czyli Dyrekcja Generalna ds. Przemysłu Obronnego i Przestrzeni Kosmicznej, odpowiadająca m.in. za inicjatywę SAFE – przyp. red.]. Co ciekawe, DG DEFIS rezyduje w tym samym budynku, w którym pracowałam i część osób, które pracowało w DG GROW razem ze mną, dzisiaj pracuje w DG DEFIS. Myślę, że praca w Komisji dała mi też dużo wiedzy o tym, jak wewnętrznie jest ona podzielona i kto za co odpowiada.
Kiedy pracowałam w KE, wówczas był tworzony European Defence Fund [Europejski Fundusz Obronny – red.]. To pokazuje jak bardzo podejście Unii zmieniło się do obronności, bo wtedy były to takie pierwsze przymiarki do wspólnych projektów obronnych, ale wciąż z zaznaczeniem, że dotyczą one rozwoju rynku wewnętrznego. Pamiętam, że w komunikacji dużą wagę przywiązywaliśmy do podkreślania tego, że to nie jest przeciwko nikomu, a chodzi tylko o możliwość rozwoju przemysłu. Dzisiaj jesteśmy w zupełnie innym miejscu i mam wrażenie, że nikt w Brukseli już się nie boi mówić o tym, po co są wspólne projekty obronne.
European Defence Fund był pierwszym podejściem do wspólnych projektów, czyli co najmniej dwóch państw pracujących nad jednym projektem. Uważam, że tamten eksperyment nie do końca się udał, ale teraz w instrumencie SAFE mamy do czynienia z jego kontynuacją. Jestem bardzo ciekawa, jak teraz zakończy się ta współpraca pomiędzy państwami nad wspólnymi projektami.
Czy uczestniczyła Pani m.in. w przygotowaniu rozporządzenia dotyczącego SAFE?
Przy tworzeniu tego rozporządzenia najwięcej pracy było ze strony Pani Agnieszki Bartol, naszej ambasador, będącej Stałym Przedstawicielem RP przy Unii Europejskiej. Oczywiście prace nad rozporządzeniem były również w kompetencji Ministerstwa Obrony Narodowej, ze wsparciem Agencji Uzbrojenia.
Początkowo przygotowanie polskiego wniosku do instrumentu SAFE koordynowało MON. Co wpłynęło na to, że rząd zdecydował się na ustanowienie pełnomocnika do spraw tego instrumentu oraz skąd się wziął pomysł, aby do SAFE dołączyć MSWiA i MI, bowiem cały budżet tego instrumentu resort obrony mógłby wykorzystać w pełni samodzielnie tylko na własne, ogromne potrzeby?
Absolutnie się z Panem zgadzam, że resort obrony mógłby cały ten budżet zaabsorbować. Widać to też po liście rezerwowej, którą przygotowaliśmy. Opiewa ona na 15 mld euro i jest złożona właśnie z projektów zgłoszonych przez MON.
Chodziło jednak o współpracę kilku resortów przy projektach dotyczących tego samego obszaru, chociażby „Tarczy Wschód”. Programy MSWiA dotyczą właśnie „Tarczy Wschód”, bowiem zakładamy w nich wzmocnienie Straży Granicznej i Policji. Podobnie projekty zgłoszone przez Ministerstwo Infrastruktury związane są ze wschodnią granicą, choć także z zachodnią. Panowie premierzy doszli zatem do wniosku, że warto mieć pełnomocnika rządu ds. instrumentu SAFE z wielu powodów. Po pierwsze wymagała tego koordynacja pomiędzy różnymi resortami. Poza MSWiA i MI w prace przy SAFE zaangażowane były i są także inne resorty. Mamy przede wszystkim Ministerstwo Finansów w dwóch osobach, czyli Ministerstwo Finansów od strony finansowej, ale też Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które odpowiada za prywatny przemysł zbrojeniowy. Następnie Ministerstwo Aktywów Państwowych, które odpowiada za państwowy przemysł zbrojeniowy, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ponieważ mamy kwestie porozumień międzynarodowych związanych ze wspólnymi zakupami przez kilka krajów, w tym z Ukrainą, ale także Kancelaria Premiera, której działania są pośrednio związane z SAFE w związku z prowadzonymi rozmowami pokojowymi dotyczącymi Ukrainy. Chodziło o ustanowienie kogoś, kto będzie łączył te wszystkie tematy. W zespole, którym zarządzam, z którym pracuję na co dzień, są nie tylko przedstawiciele resortów, ale też przedstawiciele Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i Agencji Uzbrojenia. Ich rola jest kluczowa w SAFE, bowiem to wojsko wskazywało projekty, w które powinniśmy zainwestować. Moją i zespołu rolą było zweryfikowanie tych projektów pod kątem kwalifikowalności do mechanizmu SAFE. Istotna była także presja czasu. Wniosek do SAFE, liczący ok. 300 stron, powstał w ciągu kilku tygodni. Zgłoszone projekty przede wszystkim musiały zawierać zadania, które się kwalifikują do SAFE, ale także które łączą się ze sobą pod względem celu realizacji. Warto wspomnieć, że projekty infrastrukturalne i te przygotowane przez MSWiA były najpierw opiniowane przez wojsko. Zakładaliśmy także, że zgłoszone projekty będą odpowiadały dzisiejszym wyzwaniom, czyli np. mamy dużą liczbę projektów z obszaru cyberbezpieczeństwa, jak również związanych z obroną przeciwdronową czy z pozyskaniem platform bezzałogowych. Trzecia kwestia, której wciąż nie doceniamy, to było właściwe określenie etapów projektów do rozliczenia. W SAFE mamy etapy do rozliczenia w każdym ze 129 projektów. Związane są one z momentem wyboru wykonawcy, podpisania umowy, przekazania pierwszej transzy płatności, rozpoczęcia dostaw i tak dalej. Trzeba było to bardzo precyzyjnie opisać. Kolejna kwestia to współpraca z innymi państwami i znalezienie partnerów. Założyłam sobie przy tym taki cel, żeby jak najwięcej pieniędzy trafiło do polskiej gospodarki. W tym celu należało m.in. prezentować naszą ofertę przemysłową partnerom zagranicznym. Wolimy, aby to od nas kupowano, zamiast szukać w Europie co jest gotowego na półce i co możemy kupić.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 2/2026
