Rewolucja w US Navy, czyli „Złota Flota”

Rewolucja w US Navy, czyli „Złota Flota”

Sławomir J. Lipiecki

 

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (US Navy) stoi obecnie w obliczu jednych z najpoważniejszych zmian strukturalnych i koncepcyjnych w historii. Obejmą one bowiem zarówno kwestie technologiczne, geopolityczne (m.in. nowe wyzwania w rejonie Indo-Pacyfiku), planowania i realizacji zadań floty, jak i przemysłowe, ze szczególnym naciskiem na szybsze budownictwo okrętowe bez wpływu na wysoką jakość, a to z kolei wymagać będzie głębokich reform w zarządzaniu projektami US Navy, co samo z siebie stanowi tytaniczne przedsięwzięcie. Takie są przynajmniej założenia.

Realizacja tak ambitnych planów wymagać będzie czasu i znacznych inwestycji. O ile kwestie finansowe na ten moment zabezpieczono (wydatki obronne w roku fiskalnym FY2026 sięgać mają biliona dolarów, co stanowi wzrost o niebagatelne ponad 13% w stosunku do poprzedniego budżetu), tak po kolejnych porażkach programów okrętowych (w tym skasowaniu programu FFGX) Amerykanom wyraźnie zaczyna się już spieszyć. Nowe jednostki nawodne powstaną więc w ramach tzw. „Złotej Floty” („Golden Fleet”), czyli strategicznej inicjatywy mającej na celu przebudowę struktur US Navy z nowymi klasami jednostek morskich i zdecydowanie większym naciskiem na ich lokalną produkcję oraz (co jest bardzo istotne) – pełne serwisowanie. Rzeczniczka administracji prezydenta USA, Anna Kelly, wspomniała tutaj o „wstępnych inwestycjach” w wysokości 43 mld USD oraz utworzeniu Biura Budowy Okrętów w Białym Domu. Ostatecznie nie jest to więc jedynie koncepcja tworzenia zespołów operacyjnych o stałym składzie, a ma być długofalowym programem rozwoju amerykańskich sił morskich. Jego realizacja weszła w fazę wykonawczą, aczkolwiek wiele zasadniczych założeń rozłożono w czasie (np. pierwsze duże okręty nawodne mogą powstawać dopiero w trzeciej dekadzie XXI wieku).

Cel programu

Główną motywacją amerykańskiej administracji jest odpowiedź na rosnące zdolności sił morskich Chińskiej Republiki Ludowej, która w ostatnich latach stała się (przynajmniej liczebnie) najliczniejszą flotą świata, a także potrzeba modernizacji technologicznej i przemysłowej własnych baz morskich oraz zaplecza stoczniowego i logistycznego. Ogólny plan łączy w sobie:

  • zachowanie obecnych zdolności i kontynuację budowy kluczowych jednostek, w tym okrętów podwodnych (klas SSBN i SSN), lotniskowców o napędzie atomowym (CVN), zmodyfikowanych niszczycieli rakietowych typu Arleigh Burke Flight III oraz uniwersalnych okrętów desantowych (LHA/LHD) i mniejszych (LPD, LSD, LST);
  • zwiększenie liczby uderzeniowych okrętów nawodnych, zarówno dużych (CG/DDG), jak i mniejszych modułowych (FF/FFG) oraz zaawansowanych jednostek bezzałogowych;
  • projekt i budowę strategicznych jednostek nawodnych (BBG/BBGN) jako głównej klasy we flocie („Capital Ship”), dysponujących najnowocześniejszymi sensorami i uzbrojeniem (obejmującym zarówno broń jądrową, jak i konwencjonalną) oraz zdolnością przetrwania (pancerz, zaawansowane systemy ochrony biernej, w tym działające w oparciu o tzw. sztuczną inteligencję).

Inicjatywa powstania „Golden Fleet” wynika przede wszystkim ze spektakularnych porażek dotychczasowych zasadniczych programów okrętowych, takich jak budowy tzw. „Arsenal Ships” (uznawanych za następców pancerników typu Iowa), krążowników rakietowych CGNX/CGX (następców krążowników rakietowych o napędzie atomowym typu Virginia i California oraz konwencjonalnych Ticonderoga), niszczycieli rakietowych DDGX typu Zumwalt (następców starszych typu Arleigh Burke Flight I) czy w końcu fregat rakietowych FFGX typu Constellation (spadkobierców legendarnego typu Oliver Hazard Perry oraz kompletnie nieudanych jednostek klasy LCS).

Nie bez znaczenia pozostaje rosnące zaniepokojenie Waszyngtonu ekspansją marynarki wojennej ChRL. Ta dysponować ma obecnie ponad 370 okrętami, z czego wszakże ponad połowa to jednostki pomocnicze lub niewielkie, kompletnie przestarzałe kutry rakietowe (ok. 120). Tym niemniej rokrocznie Pekin wprowadza do linii nowe jednostki uderzeniowe, budowane na nowoczesną modłę, takie jak uderzeniowe okręty podwodne o napędzie atomowym (SSN), rozwijana linia lotniskowców, niszczyciele rakietowe (DDG), fregaty rakietowe (FFG) czy różnego rodzaju okręty desantowe (w tym duże klasy THA i LHD), jednocześnie rozwijając potencjał własnych pocisków przeciwokrętowych do zwalczania celów morskich i hipersonicznych do zwalczania stacjonarnych celów lądowych.

Mimo że okręty te jakościowo i technologicznie jeszcze mocno odstają od swoich amerykańskich odpowiedników, to przy tym tempie rozwoju MW Chin amerykańscy analitycy i wojskowi dostrzegają już istotne zagrożenie dla dominacji morskiej USA w regionie Indo-Pacyfiku. Stała obecność US Navy i sił sojuszniczych gwarantuje bowiem wolność żeglugi oraz stanowi istotny element regionalnego odstraszania, ale nie wszystkie zadania są w stanie zrealizować liczne amerykańskie okręty podwodne klasy SSN, szczególnie w czasie pokoju czy nawet u progu konfliktu (ich realne możliwości mogą być kluczowe dopiero w czasie potencjalnej wojny). Z tego m.in. powodu koncepcja „Golden Fleet” zakłada znaczne zwiększenie amerykańskich zdolności w operowaniu z dala od baz (autonomiczność) oraz odpierania zmasowanych ataków z powietrza i morza, a zarazem ma wpłynąć pozytywnie na elastyczność sił w ramach kombinowanych zespołów floty, aby skutecznie przełamywać chińskie regionalne systemy antydostępowe A2/AD. Wyraźnie promuje to znaną już od dawna (aczkolwiek niekoniecznie podnoszoną publicznie) strategię floty opartej o duże jednostki morskie, zdolne do wykonania dalekodystansowych uderzeń na cele lądowe, morskie i powietrzne oraz przetrwania w warunkach wysokiego ryzyka, zamiast opierania się na tradycyjnej, starzejącej się strategii kontroli (Area of Operation), głównie za pomocą samolotów z lotniskowców. Co prawda przyszła koncepcja US Navy nadal będzie bazowała na strategicznych okrętach podwodnych o napędzie atomowym – nosicielach rakiet balistycznych (SSBN) oraz wspierających je okrętach uderzeniowych (SSN), jednak dojdą do tego także nawodne jednostki strategiczne, wyposażone w broń jądrową (i być może także napęd nuklearny), wraz z eskortą złożoną z krążowników, niszczycieli oraz fregat.

Patrząc na zamierzenia nie sposób nie zauważyć, że nawet przy rekordowym budżecie, plany dotyczące programu „Golden Fleet” są niezwykle ambitne, wręcz rewolucyjne. Tymczasem sytuacja amerykańskiego zaplecza stoczniowego nie wygląda zbyt dobrze (oczywiście w skali USA). W grudniu 2025 roku w budowie znajdowało się 45 nowych okrętów, ale spośród nich opóźnionych było aż 37. Niechlubny rekord pobił tu anulowany program FFGX (Constellation), który notował poślizg o trzy lata do tyłu względem harmonogramu, aczkolwiek w jego przypadku problem był o wiele bardziej złożony i niekoniecznie dotyczył wyłącznie lokalnych stoczni. Od strony strategicznej o wiele groźniejsze jest opóźnienie odnotowane przy budowie uderzeniowych okrętów podwodnych o napędzie atomowym typu Virginia Block IV. Z drugiej strony, powstające w stoczni Huntington Ingalls Industries (HII) z Newport News nowe „boomery” klasy SSBN typu Columbia, najpotężniejsze i najbardziej skomplikowane jednostki morskie w dziejach, odnotowały zaledwie 17-miesięczne opóźnienie, które wszak i tak wpisuje się w standardowe ramy dla tak ambitnych programów. Problemem i to o wiele niebezpieczniejszym jest dla nich wzrost kosztów.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 1/2026

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter