Przylecieli – zrobili swoje – odlecieli. Amerykańska operacja pojmania Maduro

Przylecieli – zrobili swoje – odlecieli.  Amerykańska operacja pojmania Maduro

Mariusz Cielma

 

Po miesiącach narastania napięcia, licznych atakach na łodzie identyfikowane przez Amerykanów jako należące do karteli narkotykowych, blokadzie morskiej i powietrznej, administracja USA zdecydowała się użyć siły militarnej do aresztowania dyktatora Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żony, oskarżonych m.in. o udział w narkobiznesie. Pomijając takie czy inne motywy decyzji prezydenta Trumpa, jej odzwierciedlenie w prawie międzynarodowym, skutki dla Wenezueli, regionu czy świata, niewątpliwie operacja różnych rodzajów Sił Zbrojnych USA, a nawet innych formacji bezpieczeństwa, przyniosła podziw i szacunek dla ich możliwości w zakresie zaplanowania i przeprowadzenia – na dodatek z takim efektem – działań przeciwko Maduro. Ciągle niewiele wiadomo o tym, co faktycznie się stało w Wenezueli 3 stycznia 2026 roku, ale pominąć tych wydarzeń – w obszarze militarnym – nie sposób.

Strzelba na ścianie

Już w styczniu 2025 roku Marynarka Wojenna USA rozpoczęła operację „Southern Spear”, której oficjalny cel to wykrywanie i neutralizacja morskich szlaków przerzutowych organizowanych na Karaibach przez kartele narkotykowe czy inne organizacje przestępcze. Za jej realizację odpowiadało amerykańskie połączone Dowództwo Południowe (US SOUTHCOM). W praktyce od połowy sierpnia 2025 roku odnotowano istotne wzmocnienie amerykańskiego potencjału wojskowego, głównie za sprawą przybycia, w rejon odpowiedzialnej za te obszary 4. Floty, amfibijnej grupy opartej o 22. Jednostkę Ekspedycyjną Piechoty Morskiej (22nd Marine Expeditionary Unit, w praktyce to bardzo wzmocniona batalionowa grupa bojowa, licząca typowo ponad 2000 marines) wraz z desantowcami: USS Iwo Jima, USS Antonio i USS Fort Lauderdale plus okręty eskorty i wzmocnienia. W sumie było to blisko 4500 marynarzy i marines. Dosyć szybko sprawy nabrały tempa.

Pierwszy atak na łódź szmuglującą jakoby narkotyki miał miejsce 2 września (pomiędzy Wenezuelą i Grenadą). Do kolejnego ataku z podobnym skutkiem doszło 15 września. Potem były kolejne. Koniec roku to bilans przynajmniej 35 amerykańskich ataków na łodzie szmuglerskie, w których zginąć miało 115 członków ich załóg. Większość z nich miała miejsce w miesiącach listopad i grudzień.

Dodatkowo, w połowie września na byłe lotnisko US Navy (Roosevelt Roads) w Puerto Rico przerzucono pierwszych 10 samolotów bojowych F-35B Lightning II z lotnictwa US Marine Corps (konkretnie z VMFA-225). W połowie listopada amerykańskie siły w regionie bardzo wzmocniono pod względem ofensywnym. Przybył wówczas zespół lotniskowcowy, w którego składzie znajduje się USS Gerald R. Ford, lotniskowiec posiadający pełną pokładową grupę lotniczą (między innymi cztery dywizjony F/A-18E/F Super Hornet). Tym samym potencjał amerykański w regionie wzrósł do 12 tysięcy wojskowych.

W grudniu 2025 roku pojawiła się informacja, że zgrupowanie lotnicze w Roosevelt Roads wzmocniło kolejnych 14 F-35, ale tym razem w wariancie konwencjonalnym „A”, należących do 158. Skrzydła Myśliwskiego Gwardii Narodowej stanu Vermont. W ostatnich dniach przed operacją do Puerto Rico dotrzeć miało także 12 myśliwców F-22A z 1. Skrzydła Myśliwskiego USAF. W bazie stacjonowały także inne typy maszyn, jak powietrzne tankowce (KC-135R), różne wersje C-130 (EC-130J, HC-130J, MC-130J czy AC-130J), samoloty z grup lotniczych okrętów desantowych i lotniskowca Ford, powietrzne bezzałogowce MQ-9 Reaper, a także cała grupa śmigłowców. Przynajmniej tyle było widać na zdjęciach.

Ataki na łodzie trwały, ale eskalacja nastąpiła, kiedy to 17 grudnia 2025 roku wprowadzono dodatkowe sankcje i blokadę na ropę naftową i pochodne, zabraniając jednostkom morskim na uczestniczenie w handlu z Wenezuelą (w praktyce pierwszą jednostkę, tankowiec Skipper, zatrzymano tydzień wcześniej, powołując się na listę jednostek tzw. floty cieni). Aktywne działania prowadzono jeszcze przynajmniej wobec dwóch jednostek tej klasy. 20 grudnia dokonano abordażu na tankowcu Centruries, ale go nie zatrzymano, natomiast od 21 grudnia trwał pościg za trzecią jednostką – Bella 1 (nazwany potem Marinera pod banderą rosyjską), po nieudanej próbie jej abordażu, który przynajmniej do początku stycznia nie zakończył się dla Amerykanów sukcesem.

Amerykańskie lotnictwo od tygodni wykonywało loty w pobliżu wód terytorialnych Wenezueli, niekiedy w odległości zaledwie kilku mil od granicy ich obowiązywania. Tego typu misje wykonywały na przykład samoloty bojowe F/A-18 Super Hornet US Navy. Do najważniejszych tego rodzaju akcji można zaliczyć przeloty bombowców strategicznych B-52H i B-1B, przeprowadzone w ramach Attack Bomber Demonstration w dniach 15 października, 27 października czy 19 listopada wzdłuż północnych wybrzeży Ameryki Południowej (oczywiście nad wodami międzynarodowymi), czy też misje samolotów rozpoznania elektronicznego RC-135 Rivet Joint. Za pierwsze uderzenie amerykańskie przeprowadzone z powietrza na terytorium Wenezueli uznaje się atak przeprowadzony 28 grudnia przez bezzałogowiec MQ-9 w ramach misji CIA. Celem miała być instalacja brzegowa wykorzystywana przez kartele narkotykowe.

Wiadomym było, że Amerykanie nie będą utrzymywać dwóch dużych zgrupowań okrętowych (lotniskowcowe i amfibijne) miesiącami, podobnie jak rozbudowany potencjał lotniczy w Puerto Rico. Zresztą już w październiku pojawiły się informacje, że w grudniu zespół skupiony wokół desantowca USS Iwo Jima zakończy misję na Karaibach. Prezydent Trump wielokrotnie w swoich wypowiedziach groził, że wkrótce rozpocznie się kolejna faza operacji, w tym na terytorium Wenezueli. W praktyce można się było spodziewać od końca 2025 roku, przynajmniej od czasu blokady morskiej, że ta zawieszona na ścianie strzelba, w ostatnim akcie musi wystrzelić. Prezydent Trump przecież nie zawróci wojsk do kraju bez uzyskania oczekiwanego efektu.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 12/2025

 

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter