Próby zakończenia radzieckiej dominacji w MW PRL w latach 50. XX w.

Próby zakończenia radzieckiej dominacji w MW PRL w latach 50. XX w.

Robert Rochowicz

 

Sowietyzacja Wojska Polskiego to jeden z koronnych argumentów za tezą o niemal pełnym uzależnieniu PRL od wschodniego sąsiada. Okres od zakończenia II wojny światowej do połowy lat 50. XX w. to faktycznie najmroczniejszy czas tej zależności, z której próbowano wyjść po odwilży październikowej 1956 r., a nawet chwilę wcześniej.

W marynarce wojennej (MW) tzw. sowietyzacja wojska następowała etapami, a zaczęła się 7 lipca 1945 r., gdy trzon kadrowy sformowanego Dowództwa Marynarki Wojennej (DMW) utworzyli przysłani oficerowie w radzieckich mundurach. Pierwszym formalnym dowódcą został kontradm. Nikołaj Abramow. Co prawda od początku 1946 r. coraz więcej stanowisk zaczęto obsadzać polskimi oficerami przedwojennymi, ale skończyło się to wraz z przyjściem marszałka Rokossowskiego, który bezpośrednio po wojnie dowodził grupą jednostek armii radzieckiej stacjonujących na terenie naszego kraju.

Zależność na każdym kroku

Morski rodzaj sił zbrojnych był najmniejszą częścią sił zbrojnych, mimo że w powojennych granicach Polski Wybrzeże sięgnęło do Świnoujścia od zachodu i po większość Mierzei Wiślanej na wschodzie. W latach 1946–1952 w skład floty włączono zbieraninę okrętów różnej proweniencji: od przedwojennych, stanowiących polską własność, przez radzieckie, otrzymane w ramach narzuconego przez Moskwę sposobu podziału Kriegsmarine, po demobil amerykański i odzysk poniemiecki, znaleziony w portach i stoczniach naszego Wybrzeża. Generalnie jednak, poza niszczycielem ORP Błyskawica i okrętem podwodnym ORP Sęp, nie były to jednostki o większym potencjale bojowym; co więcej, mogły poruszać się w zasadzie jedynie po wodach przybrzeżnych, a w morze wychodzić tylko przy względnie dobrej pogodzie.

Obronę Wybrzeża zamierzano prowadzić w oparciu o kilka przygotowanych pozycji artyleryjsko-minowych, które miały tworzyć stawiane dopiero po wybuchu wojny zagrody minowe bronione ogniem dział artylerii nadbrzeżnej – jedynego rodzaju wojsk mocno rozbudowanego w marynarce wojennej w tych pierwszych powojennych latach.

W latach 1950–1955 stanowisko dowódcy MW piastowało kolejno dwóch admirałów sowieckich, którzy tym razem, tak jak i w innych rodzajach sił zbrojnych i wojsk, przebrali się w polskie mundury. Pierwszym był wiceadm. Wiktor Czerokow, drugim – kontradm. Aleksandr Winogradow. Wraz z nimi przyszło jeszcze kilkudziesięciu innych oficerów, którzy najpierw objęli stanowiska w Sztabie Głównym MW (SGMW) i dowódcze w marynarskich jednostkach. W pewnym sensie było to konieczne dla właściwego funkcjonowania marynarki wojennej, bo gdy zaczęto usuwać oficerów przedwojennych i pływających na polskich okrętach w czasie II wojny światowej, zabrakło po prostu odpowiednio doświadczonej i wykształconej kadry. Utworzona w 1946 r. Oficerska Szkoła Marynarki Wojennej (OSMW) pierwszą promocję przeprowadziła dopiero w 1949 r., ale należało poczekać co najmniej kilku lat na to, aby ci świeżo mianowani oficerowie nabrali jakiegokolwiek doświadczenia, idąc choćby najkrótszą ścieżką po kolejnych szczeblach dowódczych.

Szczytowy okres obecności oficerów sowieckich w MW przypada na lata 1952–1954. I tak w lipcu 1952 r. było ich na stanowiskach etatowych 39, a równo rok później – 34. Obsadzili główne stanowiska w DMW, SGMW oraz jako dowódcy najważniejszych jednostek morskiego rodzaju sił zbrojnych. W styczniu 1954 r. ich liczba wynosiła 32, ale w ciągu tego roku zaczęto ich wycofywać z Polski. Ich miejsce zajęli doradcy, którzy mieli już tylko doradzać awansowanym na wyższe stanowiska oficerom polskim. W 1954 r. przybyło 11 doradców, a w następnym – 9; jednocześnie w kwietniu 1955 r. na stanowiskach etatowych pozostawało tylko 8 oficerów sowieckich. W październiku 1956 r. było jeszcze 8 doradców, 6 wyjechało do końca tego roku, a ostatnia dwójka opuściła nasz kraj w październiku 1957 r.

Sprowadzeni oficerowie sowieccy zaczęli urządzać MW według dobrze sobie znanych praw i zwyczajów panujących we flotach naszego wschodniego sąsiada, bazując również na swoich doświadczeniach z II wojny światowej. Tak jak w całych SZ PRL, tak i nad morzem nie było miejsca na jakiekolwiek nawiązania do historii niezwiązanej z walką u boku ZSRS, a ponieważ podporządkowana władzy ludowej MW powstała de facto dopiero po zakończeniu wojny (rozkaz powołania Dowództwa MW nosi datę 7 lipca 1945 r.), ułatwiało to oficerom sowieckim służbę w polskich mundurach.

Przysłany we wrześniu 1950 r. kontradm. (od 1951 r. awansowany do stopnia wiceadmirała) Wiktor Czerokow dość szybko, bo już pod koniec roku, wydał pierwsze rozkazy zmieniające niemal całkowicie strukturę organizacyjną morskiego rodzaju sił zbrojnych. Nową oparto na systemie związków taktycznych nazywanych bazami, wokół których miały być budowane zdolności do działań w morzu oraz obrony od strony lądu i w powietrzu. Tak to od lat funkcjonowało w sowieckiej marynarce wojennej, miało więc sprawdzić się również i w naszej. Co więcej, w ramach jednej z baz sformowano brygadę obrony wodnego rejonu głównej bazy, a w dwóch kolejnych – dywizjony obrony wodnego rejonu bazy, których główne trzony nazw były kalkami z języka rosyjskiego i bezpośrednim przeniesieniem z jednostek sowieckich. Nazwy te funkcjonują w rosyjskiej flocie zresztą do dziś.

W końcu zmieniono nawet kroje mundurów na podobieństwo tych noszonych w armii naszego wschodniego sąsiada, a z historii wojskowości na kilka lat wyrugowano tradycje sanacyjnej II Rzeczypospolitej; oficjalnie pamiętano i czczono w zasadzie już tylko żołnierzy idących szlakiem bitewnym od Lenino do Berlina u boku Armii Czerwonej. W 1951 r. przygotowano nawet na wzór sowiecki nową wersję „Regulaminu Służby Okrętowej”, czyli zbioru podstawowych praw i obowiązków, a także zwyczajów obowiązujących w danej flocie.

Nowy dowódca MW szybko przygotował swój pierwszy plan rozbudowy floty – skromny, bo uwzględniający ówczesne możliwości polskiego przemysłu stoczniowego i zbrojeniowego oraz dostępność okrętów, które znał ze służby w sowieckiej Flocie Bałtyckiej. Szybko więc zaakceptował przedstawione propozycje zakupu licencyjnego w ZSRS pełnej dokumentacji technicznej czterech okrętów: trałowca bazowego projektu 254K, dużego ścigacza okrętów podwodnych projektu 122a, kutra torpedowego projektu 123 oraz kutra trałowego projektu 151. Problem w tym, że kupione i dostarczone w latach 1952–1953 dokumentacje obu kutrów dotyczyły jednostek o niskich parametrach taktyczno-technicznych i walorach eksploatacyjnych, w przypadku trałowca i ścigacza zaś otrzymaliśmy starsze warianty, w stoczniach sowieckich już zastąpione nowszymi, z innym uzbrojeniem i specjalistycznym wyposażeniem na pokładach. Tylko trudnościom związanym z tłumaczeniem z języka rosyjskiego i koniecznością zastosowania polskich norm technicznych flota zawdzięcza spowolnienie przygotowań do rozpoczęcia budowy poszczególnych jednostek. Dzięki temu ostatecznie nie rozpoczęto prac przy ścigaczach okrętów podwodnych projektu 122a i kutrach torpedowych projektu 123.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 7-8/2026

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter