Pierwszy podwodny pomost – Foxtroty projektu 641

Pierwszy podwodny pomost – Foxtroty projektu 641

Robert Rochowicz

 

W czasie, gdy oczekiwane są wreszcie wykonawcze decyzje zakupowe w sprawie programu Orka, warto przypomnieć historię pozyskania jednostek, które bez najmniejszych wątpliwości można traktować jako pierwszą „protezę”, mającą czasowo załatać niedobór ilościowy i jakościowy sprzętu w Dywizjonie Okrętów Podwodnych.

W okresie istnienia PRL, w ramach rozwoju własnego przemysłu stoczniowego i zbrojeniowego, sporo było planów budowy własnych okrętów różnych klas. W przypadku mniej skomplikowanych jednostek udało się opracować i wdrożyć do produkcji wiele projektów, które dzięki ramowym zasadom współpracy nawet eksportowano, oczywiście głównie do Związku Radzieckiego. Niestety, okręty podwodne były konstrukcjami o dużym stopniu skomplikowania, ponadto niewielkie własne zapotrzebowanie nie dawało uzasadnień ekonomicznych do rozwijania własnych zdolności w tym kierunku. Pod koniec lat 60. XX wieku pojawił się co prawda pomysł kooperacji z Jugosławią przy wspólnym opracowaniu dokumentacji małych jednostek do działań przybrzeżnych, ale po krótkiej wymianie pism szybko upadł.

Bez możliwości wyboru

Polska była więc zdana na to, co zaoferuje nasz wschodni sąsiad. I tak w latach 1954–1966 biało-czerwoną banderę podnosiło sześć małych okrętów podwodnych projektu 96 (typu M-XVbis), a w latach 1962–1988 ich następcami były cztery średniej wielkości jednostki projektu 613, w kodzie NATO znane jako Whiskey. W obu przypadkach przejmowaliśmy jednostki nienowe, a te pierwsze do tego w bardzo złym stanie technicznym i o niewielkiej przydatności bojowej, bowiem zaprojektowane zostały jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Drugie, choć też nie nowe, były już zdecydowanie nowocześniejsze, ale i sprawne oraz po remontach. Cała czwórka była intensywnie eksploatowana do końca lat 70. XX wieku. Ich dzieje pod polską banderą przedstawiliśmy w miesięczniku „Nowa Technika Wojskowa” nr 4/2020. Okręty te były względnie nowoczesne do końca lat 60., a doskonale wyszkolone załogi udowadniały, że w zanurzeniu są trudne do wytropienia. Problemem był brak następców, którymi można byłoby je zastąpić pod koniec lat 70., gdy pogarszający się stan techniczny sprawiał coraz większe problemy w codziennym ich utrzymaniu w pełnej sprawności. Także zastosowane na nich rozwiązania techniczne, bazujące jeszcze na doświadczeniach wyniesionych z II wojny światowej i po przebadaniu konstrukcji U-Bootów typu XXI, nie odpowiadały już ówczesnemu rozwojowi techniki. Brakowało na nich nowoczesnych systemów dowodzenia i kierowania uzbrojeniem, stosowane torpedy również nie były najnowszych wzorów. Zgodnie z przyjętymi zasadami nabywania okrętów od Związku Radzieckiego, jednostki nowe kupowano, a używane brano w dzierżawę. Wcielani u nas w latach 1962–1965 reprezentanci typu Whiskey, trafiali do służby we flocie radzieckiej w 1955 roku. Tak więc jako sprzęt nie nowy, początkowo podpisano umowy na ich dzierżawę, które w drugiej połowie lat 60. zamieniono na wykup finalny. Za ich następcami zaczęto się rozglądać od połowy następnej dekady. W 1975 roku przyjęto konieczność szybkiego znalezienia rozwiązania, bowiem stan techniczny posiadanych jednostek, po przeprowadzonej kolejnej dogłębnej kontroli okazał się gorszy niż sądzono i założono potrzebę ich spisania już w latach 1978–1980. Jak to zwykle bywa, po alarmistycznym w tonie dokumencie zaczęto szukać rozwiązań mogących odsunąć w czasie ostateczne decyzje. Nie było zresztą innej drogi, bowiem w przypadku rychłego wycofania polskich 613-tek pozostała tylko opcja bułgarska. W 1974 roku flota bułgarska, także posiadająca okręty projektu 613, zdecydowała się na ich wymianę na kilka lat młodsze, choć niewiele nowocześniejsze średniej wielkości jednostki projektu 633 (oznaczenie zachodnie Romeo). Wcielenie do naszej floty tych ostatnich odrzucano jeszcze pod koniec lat 60., jako uzupełnienie stanu zespołu do co najmniej sześciu okrętów, zgodnie z ówcześnie obowiązującymi planami. Przyjęto więc, że proces wycofania projektu 613 i wcielania nowych jednostek zostanie przeprowadzony na początku lat 80. XX wieku. Wynikało to z zapisanego dla nich 25-letniego okresu bezpiecznej eksploatacji, określonej jeszcze przez stronę radziecką, i podjętych rozwiązań ograniczających dalsze zużycie techniczne ich kadłubów i mechanizmów.

Dopiero na posiedzeniu Komitetu Technicznego MW z 12 grudnia 1980 roku wydłużono ten okres do 28–31 lat i zgodnie z planem okręty miały podlegać kasacji w latach 1983–1986. Jak zapisano w dokumencie: termin ten nie może podlegać wydłużeniu, a jego dotrzymanie uwarunkowane jest dostawami niezbędnych części zamiennych do eksploatacji i remontów doraźnych. Już wtedy jednak brak było części zamiennych chociażby do jednego remontu średniego. Dokonywano więc regeneracji zużytych elementów, a tam gdzie nie było tej możliwości, pozostawiano stare, ze świadomością obniżenia stanu technicznego i parametrów urządzeń. Dalszą eksploatację limitować miał stan techniczny najbardziej zużytych mechanizmów oraz możliwości wykrywania i naprowadzania okrętu na obce cele w położeniu podwodnym za pomocą aparatury hydroakustycznej, co determinowało użyteczność bojową w czasie wojny. Pierwszy okręt zaplanowano wycofać do końca 1983, dwa w 1985, a ostatni w kolejnym roku.

Kłopoty z zapewnieniem regularnych dostaw części zamiennych były nieodłącznym elementem związanym z codzienną eksploatacją sprzętu kupowanego w Związku Radzieckim. Dostawy bardzo często były opóźnione, a im sprzęt był starszy, tym więcej było braków, które dostawca tłumaczył nierzadko zakończeniem produkcji. Taki schemat miał wymuszać na kupujących przechodzenie na nowsze wzory uzbrojenia. Tu jednak pojawiał się kolejny problem, bowiem handel bronią ze stroną radziecką nie opierał się na normalnych relacjach rynkowych. To Moskwa z góry narzucała co chce sprzedawać sojusznikom, zwłaszcza tym, z którymi obrót handlowy był prowadzony w ramach rozliczeń bezgotówkowych, przyjętych w grupie państw działających w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Mogła też narzucać dowolne ceny, bowiem nigdzie kraje należące do Układu Warszawskiego uzbrojenia i tak by nie kupiły. Rumunia próbowała się bronić przed takim sposobem wzajemnych stosunków gospodarczych i owszem udawało jej się kupić np. francuskie śmigłowce, ale nie bojowe, bo zachodnie systemy uzbrojenia były poza zasięgiem nie tylko finansowym, ale także napotkałyby bariery polityczne.

Tymczasem przez niemal całą dekadę lat 70. Związek Radziecki, jeśli chodzi o okręty podwodne, nie miał w zasadzie nic nowego do zaoferowania. W produkcji jednostek z napędem klasycznym nie było co prawda dziury generacyjnej, ale technologicznie radzieckie biuro konstrukcyjne, które finalnie przygotowało projekt 877 Warszawianka, potrzebowało kilku lat, aby zaoferować coś naprawdę nowego i nowoczesnego. W latach 1950–1958 masowo produkowano okręty średniej wielkości projektu 613 i duże projektu 611. Ich następcami były jednostki średniej wielkości projektu 633 oraz duże projektu 641. Co istotne, masowa produkcja Whiskey, których powstało łącznie 215, uzupełniona mniejszą liczbą pozostałych (26 projektu 611 i 22 projektu 633), w zasadzie zaspokoiła potrzeby radzieckich flot na czterech akwenach. Ostatnią konstrukcją z tych dwóch powojennych generacji jednostek tej klasy były duże Foxtroty, jak na Zachodzie określano projekt 641. W latach 1957–1971 powstało ich co prawda aż 75, ale 17 od razu trafiło do odbiorców eksportowych, a do flot radzieckich 58.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 12/2025

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter