"Pierścień ognia”. U źródeł trzeciej wojny w Zatoki Perskiej
Krzysztof Kubiak
Amerykańsko-izraelskie naloty na Iran zapoczątkowały nowy rozdział w trwającej już niemal pół wieku konfrontacji islamskiego reżimu z „wielkim i małym szatanem”. Wieloletnie wielowymiarowe działania władz Iranu zmierzały do stworzenia tzw. pierścienia ognia, którym Teheran starał się otoczyć Izrael. Wielkim nakładem środków wspierano szereg działających w regionie organizacji, z których najważniejsze to Hamas w Strefie Gazy, Hezbollah w Libanie i Syrii, Siły Mobilizacji Ludowej w Iraku oraz ruch Huti w Jemenie. Jednocześnie rozwijano własne zdolności w zakresie produkcji uzbrojenia, w tym pocisków balistycznych i dronów uderzeniowych, a także podjęto program nuklearny zmierzający do zbudowania broni jądrowej. Działania te wywierały wpływ nie tylko na bliskowschodnią, ale i ogólnoświatową sytuację militarną, gospodarczą i polityczną. Nie mogły jednak pozostać bez reakcji Izraela, który – korzystając z przewagi technicznej swoich sił zbrojnych oraz szerokiego wsparcia Stanów Zjednoczonych – podjął próbę zniszczenia zagrażających mu sił, w końcu uderzając w serce irańskiego reżimu i jego zaplecze militarno-gospodarcze.
1 lutego 1979 roku do Iranu powrócił z paryskiego wygnania ajatollah Ruhollah Chomejni. Szacha nie było już w kraju od dwóch tygodni. W tym czasie system budowany przez monarchę leżał już w gruzach. 11 lutego 27 najwyższych dowódców sił zbrojnych upoważniło szefa sztabu generalnego generała Abbasa Gharabagiego do wygłoszenia radiowego oświadczenia, stwierdzającego, że wojsko nie wystąpi czynnie w walce o władzę. Był to wielki sukces rewolucjonistów, którą to nazwą określano różnorodne środowiska i grupy opozycyjne skupiające przeciwników szacha. Spośród szerokiego spectrum antymonarchistycznych ugrupowań jedynie kler dysponował rozległymi, ukorzenionymi strukturami terytorialnymi, bazą lokalową, pieniędzmi, kadrami i co kardynalnie ważne – wielkim kapitałem społecznego zaufania. Podczas gdy hasła świeckich rewolucjonistów rozpoznawalne były w miastach, o tyle hasła oporu przeciw „bezbożnej” monarchii głoszone przez szyickich duchownych trafiały do mas niezadowolonych w całym kraju.
Po wycofaniu się armii z wyścigu o władzę, ajatollahowie przystąpili do zawłaszczania rewolucji. Walnym starciem okazało się referendum ustrojowe, które odbyło się 30 i 31 marca 1979 roku. Pytanie referendalne sformułowane zostało w sposób binarny, a ponadto sugerujący odpowiedź, brzmiało bowiem: „Czy zgadzasz się na zmianę poprzedniego reżimu na Republikę Islamską, której konstytucja zostanie zatwierdzona przez naród?”. Wyborcy otrzymywali dwie karty: zieloną (TAK) i czerwoną (NIE). Wrzucano je do przeźroczystych urn strzeżonych przez islamskich aktywistów. Religijni radykałowie bezapelacyjnie je wygrali – 99,3 proc. uczestników (przy frekwencji rzędu 90 proc.) odpowiedziało bowiem TAK.
Zwycięzcy mułłowie i państwo teokratyczne
Powrót do wydarzeń z roku 1979 nie jest jedynie reminiscencją historyczną, ale elementem niezbędnym dla zrozumienia charakteru państwowości irańskiej. Proklamowanie Republiki Islamskiej 1 kwietnia 1979 roku było bowiem datą przełomową nie tylko w historii Iranu, ale w całych dziejach szyickiego rytu islamu. Oto bowiem duchowni nie musieli już zadowalać się pośrednim wpływem na rzeczywistość. Ajatollahowie stali się władzą. Błyskawicznie zaczęli okopywać się na tej pozycji, tworząc 5 maja 1979 roku Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, który powstał poprzez scalenie uznanych za bezwzględnie wierne milicji szyickich.
Iran nie był przy tym mało istotnym emiratem czy szejkanatem tkwiącym gdzieś na granicach pustyni, ale dużym krajem czerpiącym z sięgającej kilku tysięcy lat wstecz tradycji państwowej. Był też państwem dość rozległym, choć niezbyt głęboko zmodernizowanym przez obu szachów z dynastii Pahlawich. Wygenerowane w ten sposób zasoby okazały się kluczowe dla Republiki Islamskiej zarówno podczas realizacji programu rakietowego, jak i nuklearnego. Realizując ambicje uczynienia z Iranu regionalnego mocarstwa, szach rozwinął i gruntownie przezbroił siły zbrojne. Zapełnione arsenały umożliwiły ajatollahom przetrwanie w momencie najazdu irackiego w 1980 roku, a także możliwość prowadzenia wojny w kolejnych latach.
Przejęcie kontroli na Iranem dało duchowieństwu szyickiemu swobodę przeprowadzenia eksperymentu ustrojowego, którym było oparcie systemu politycznego Iranu o przemyślenia ajatollaha Chomejniego. Zawarł je w doktrynie rządów uczonego w szariacie/prawnika muzułmańskiego (Welajat-e faghih). Wywodzi się ona z samych korzeni szyizmu, z wiary w nadejście dwunastego Imama. Od XI wieku przebywa w ukryciu i powróci jako Mahdi, aby zaprowadzić sprawiedliwość i pokój na świecie przed dniem sądu. W rewolucyjnej interpretacji Chomejniego, pod nieobecność Imama rządy winne być sprawowane zgodnie z prawem Bożym (szariatem). To zaś winno być stosowane wszędzie i w sposób absolutnie bezwzględny, będąc wyrazem woli samego Allaha. Do owego niesłychanie odpowiedzialnego zadania w sposób zupełnie naturalny najbardziej predestynowany jest zaś sprawiedliwy znawca prawa (faqih).
Koncept ów jest politycznym fundamentem unikatowej pozycji Najwyższego Przywódcy w irańskim systemie politycznym. Pełni on funkcję faktycznego naczelnika państwa. Zgodnie z konstytucją, w Iranie odbywają się wybory parlamentarne i prezydenckie, obraduje Madżlis (parlament), ale już sama nazwa – Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne – wskazuje, że jego rola sprowadzona została do funkcji dekoracyjno-doradczych. Wszystkie ważniejsze decyzje wymagają aprobaty Najwyższego Przywódcy. Zatwierdza on wybory, ma prawo odwołać prezydenta i rozwiązać parlament, jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, faktycznym kierownikiem polityki zagranicznej oraz ostateczną instancją w sprawach wypowiadania wojny i zawierania pokoju. Owa kluczowa persona wybierana jest przez kolegium elektorskie złożone z 88 duchownych szyickich. Są oni wyłaniani w wyborach powszechnych. To zatem swoisty sprawdzian popularności poszczególnych członków establishmentu religijnego wśród mas ludowych.
Nic nie jest jednak oddane podlegającej rozmaitym fluktuacjom „woli ludu”. Elektorów bowiem zatwierdza z kolei Rada Strażników, czyli jeden z najpotężniejszych organów państwa irańskiego. To sąd konstytucyjny o bardzo szerokich kompetencjach. Składa się z 12 członków powoływanych na sześcioletnią kadencję, w tym sześciu duchownych mianowanych bezpośrednio przez Najwyższego Przywódcę oraz sześciu prawników wybieranych przez parlament spośród kandydatów zgłoszonych przez szefa władzy sądowniczej, którego również mianuje Najwyższy Przywódca. Sekretarz Rady Strażników jest bardzo silnym graczem z drugiego szeregu. Możemy zatem bez popełnienia ryzyka błędu stwierdzić, że współczesny Iran jest „teokratyczną, elekcyjną monarchią absolutną” udrapowaną w szaty republiki, a skonstruowaną tak, by władza nie mogła wyślizgnąć się z rak szyickiego duchowieństwa.
Powyższy wywód poświęcony ustrojowi Iranu ilustruje, że jest on kreacją kręgu kulturowego, w którym – inaczej niż w przestrzeni chrześcijańskiej – nie doszło do rozdzielenia wymiaru mistyczno-religijnego (sacrum) i świeckiego (profanum). Iran i jego polityka, w tym również zagraniczna, jest znacznie głębiej zideologizowany niż jakiekolwiek państwo Zachodu. Wyjaśnia to też znaczenie przywiązywane do zabicia w pierwszym dniu izraelsko-amerykańskiej operacji Najwyższego Przywódcy Alego Hosejniego Chamenei, a następnie wyboru na to stanowisko Modżtaba Chamenei. Jednocześnie unaocznia, dlaczego wyeliminowanie duchowego i politycznego naczelnika nie sparaliżowało Iranu i nie zainicjowało rozpadu systemu władzy.
W ostatnich tygodniach pojawiają się informacje o tym, że jakoby prezydent Iranu Masud Pezeszkian usiłował poszerzyć zakres swej osobistej władzy, ale wobec braku transparentności tamtejszego systemu politycznego i blokady informacyjnej trudno się do tego odnieść. Podobnie jak do informacji o przejmowaniu coraz większego zakresu władzy przez funkcjonariuszy ze szczytu hierarchii Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW Numer Specjalny 20
