L85. Od pośmiewiska do legendy?

L85. Od pośmiewiska do legendy?

Adrian Kałczew
Marek Janczak

 

Czy można przejść drogę od pośmiewiska do legendy? Od konstrukcji, której żołnierze głęboko nie ufają, do broni pozostającej w wyposażeniu armii przez ponad cztery dekady?

Historia brytyjskiego karabinu L85 jest właśnie taką opowieścią. To kronika ambitnego projektu, który miał wyprzedzić swoje czasy, później stał się symbolem problemów brytyjskiego przemysłu zbrojeniowego, by ostatecznie odrodzić się jako jedna z najbardziej dopracowanych konstrukcji bezkolbowych współczesnego świata. Niewiele karabinów wzbudzało równie skrajne emocje, a jeszcze mniej zdołało tak skutecznie odwrócić złą kartę i zmienić opinię na swój temat.

Dlaczego Brytyjczycy chcieli nowy karabin?

Po II wojnie światowej armia brytyjska opierała się na L1A1 SLR – lokalnej brytyjskiej wersji FN FAL, pozbawionej możliwości prowadzenia ognia ciągłego. Była to broń niezawodna, celna i powszechnie ceniona przez żołnierzy. Problem polegał na tym, że świat nie stał w miejscu.

Doświadczenia konfliktów drugiej połowy XX wieku wskazywały, że ciężki nabój 7,62 mm × 51 NATO nie zawsze jest optymalnym rozwiązaniem dla piechoty. Coraz większą popularność zdobywała amunicja małokalibrowa o wysokiej prędkości początkowej – Amerykanie rozwijali rodzinę M16, a całe NATO stopniowo zmierzało w kierunku standaryzacji naboju 5,56 mm × 45.

Brytyjczycy początkowo próbowali pójść własną ścieżką. Opracowali eksperymentalny nabój 4,85 mm × 49 oraz nową rodzinę broni, znaną później jako SA80. Ostatecznie jednak względy polityczne i potrzeba interoperacyjności w ramach NATO wymusiły przyjęcie standardowego naboju 5,56 mm.

Nowa broń miała zastąpić zarówno karabiny L1A1 SLR, jak i pistolety maszynowe Sterling. Celem było stworzenie jednolitego systemu uzbrojenia piechoty odpowiadającego wymaganiom końca XX wieku.

Dlaczego bull-pup?

W latach 70. XX wieku układ bezkolbowy wydawał się rozwiązaniem niemal idealnym. Brytyjscy planiści wojskowi doszli do wniosku, że żołnierz potrzebuje pełnowymiarowej lufy zapewniającej wysoką prędkość początkową pocisku, ale jednocześnie broni krótkiej i poręcznej podczas działania w pojazdach, śmigłowcach czy zabudowie miejskiej.

Przeniesienie komory zamkowej i magazynka za chwyt pistoletowy pozwalało zachować lufę długości 518 mm, przy długości całkowitej wynoszącej zaledwie 785 mm. Dla porównania, amerykański M16A2 z lufą podobnej długości mierzył około metra.

Dzisiaj rozwiązanie to kojarzymy z takimi konstrukcjami jak Steyr AUG, FAMAS czy Tavor, a wówczas było ono postrzegane jako przyszłość piechoty.

Kto zaprojektował SA80?

Korzenie rodziny SA80 sięgają znacznie głębiej niż lata siedemdziesiąte. W rzeczywistości nie był to pierwszy romans Brytyjczyków z układem bezkolbowym – już pod koniec lat 40., w zakładach RSAF Enfield, powstał jeden z najbardziej futurystycznych karabinów swojej epoki – EM-2. Konstrukcja opracowana pod kierownictwem polsko-brytyjskiego inżyniera Kazimierza Stefana Januszewskiego, znanego w Wielkiej Brytanii jako Stefan Janson, wyprzedzała swoje czasy pod niemal każdym względem. Był to karabin w układzie bull-pup, wyposażony w celownik optyczny i zaprojektowany do naboju .280 British.

Co ciekawe, EM-2 został formalnie przyjęty do uzbrojenia armii brytyjskiej w 1951 roku jako Rifle No. 9 Mk.1, jednak produkcja seryjna nigdy na większą skalę nie ruszyła. Presja Stanów Zjednoczonych związana z forsowaniem naboju 7,62 mm × 51 NATO doprowadziła do porzucenia naboju .280 British i zakończenia programu EM-2. W efekcie Brytyjczycy przyjęli później rodzinę FN FAL.

Sam pomysł jednak przetrwał.

Przez kolejne dekady brytyjscy konstruktorzy konsekwentnie wracali do idei kompaktowej broni z pełnowymiarową lufą. Efektem tych prac były kolejne prototypy oznaczone jako XL60, XL64 i XL70, które ostatecznie doprowadziły do powstania programu SA80.

Projekt miał dać brytyjskim żołnierzom broń nowocześniejszą od wszystkiego, czym dysponowali wówczas sojusznicy NATO – krótką, ergonomiczną, wyposażoną standardowo w celownik optyczny SUSAT i wykorzystującą amunicję 5,56 mm.

Na papierze wyglądało to jak przepis na sukces.

L85A1 – gdzie zaczęły się problemy?

W teorii wszystko wyglądało znakomicie. Nowy karabin był krótki, bardzo celny i oferował znakomite parametry balistyczne przy kompaktowych wymiarach. Standardowy celownik SUSAT zapewniał czterokrotne powiększenie, co w połowie lat 80. stanowiło rozwiązanie wyprzedzające wiele konkurencyjnych armii.

Co istotne, nawet najwięksi krytycy L85A1 rzadko podważali jego celność. Już pierwsze egzemplarze uchodziły za broń bardzo precyzyjną, szczególnie na dystansach typowych dla piechoty. Paradoks całej historii polegał na tym, że pod warstwą problemów produkcyjnych od początku krył się projekt o dużym potencjale, aproblem pojawił się na etapie produkcji seryjnej.

Lata 80. były dla brytyjskiego przemysłu okresem restrukturyzacji, prywatyzacji i oszczędności. Produkcja odbywała się pod silną presją kosztową, a kontrola jakości pozostawiała wiele do życzenia.

Lista problemów trapiących seryjnie produkowane L85 była długa:

  • odkształcające się magazynki wykonane z miękkiego aluminium;
  • awarie układu ekstrakcji łusek;
  • pękające elementy z tworzyw sztucznych;
  • podatność na zabrudzenia;
  • luzy pojawiające się w kluczowych podzespołach;
  • zacięcia typu „fajka” powodowane błędami układu wyrzutowego.

Prawdziwa katastrofa nastąpiła jednak podczas operacji Granby – brytyjskiego udziału w I wojnie w Zatoce Perskiej. Drobny pustynny pył oraz piasek kwarcowy okazały się wyjątkowo wymagającym przeciwnikiem dla niedopracowanej konstrukcji. Właśnie wtedy reputacja L85A1 została praktycznie zniszczona.

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 11-12/2025

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter