Koolhoven FK.58. Niechciany obrońca
Mirosław Bondel
W polskiej historiografii FK.58 jawi się jako egzotyczny epizod – maszyna zastępcza, na której polscy piloci z kluczy obrony terytorialnej próbowali w 1940 roku nad Francją stawić czoła potędze Luftwaffe. Za sylwetką tego myśliwca kryje się historia genialnego holenderskiego konstruktora Fritsa Koolhovena, politycznych intryg neutralnej Holandii i technicznych problemów, które sprawiły, że FK.58 stał się samolotem, którego nikt nie chciał, lecz który musiał walczyć. Czy zatem używany w 1940 roku przez polskich lotników holenderski myśliwiec rzeczywiście był nieudaną konstrukcją, czy jedynie ofiarą czasów, w których powstawał?
Chaos we francuskim lotnictwie u progu wojny
Sytuacja francuskiego lotnictwa wojskowego (Armée de l'Air) i przemysłu lotniczego u progu drugiej wojny światowej była doprawdy groteskowa. Francja dysponowała olbrzymią bazą produkcyjną, a utalentowane zespoły konstruktorskie były zdolne do projektowania nowoczesnych samolotów, w niczym nieustępujących maszynom szykujących się do wojny Niemiec. Jednocześnie jednak brakowało koordynacji działań pomiędzy zakładami a wojskiem, które nie potrafiło zdecydować, czego tak naprawdę potrzebuje. Rezultatem tej polityki był katastrofalny brak nowoczesnych samolotów w produkcji seryjnej, przy niespotykanej nigdzie indziej liczbie nowoczesnych prototypów zalegających na lotniskach doświadczalnych.
Wiele z tych prototypów znajdowało się co prawda formalnie na stanie lotnictwa wojskowego, ale samolot znajdujący się w wyposażeniu w liczbie zaledwie kilku egzemplarzy był jedynie drogim gadżetem. Jak pokazała nadchodząca wojna, obok jakości liczyła się również unifikacja sprzętu. Gdy w 1940 roku Niemcy napadły na Francję, na francuskich lotniskach stało wiele samolotów, do których brakowało śmigieł, kół czy celowników, ponieważ różniły się one od wyposażenia samolotów stojących na sąsiednich stanowiskach. Sytuacja pod koniec lat 30. była wręcz katastrofalna. Ponieważ bałaganu w przemyśle lotniczym nie zmieniła nawet totalna nacjonalizacja (kto wie, czy to nie ona ów bałagan wręcz pogłębiła), wojskowi rozpoczęli gorączkowe poszukiwania sprzętu za granicą.
Szok w Zurychu i poszukiwanie alternatyw
Do podjęcia decyzji o zakupach zagranicznych przyczynił się IV Międzynarodowy Mityng Lotniczy w Zurychu, który odbył się od 23 lipca do 1 sierpnia 1937 roku na lotnisku Dübendorf. W pokazach wzięła udział duma Francji – myśliwiec Dewoitine D.510. Z prędkością maksymalną 402 km/h, stałym podwoziem i odkrytą kabiną, samolot ten wyglądał jednak przy niemieckich Bf 109 i He 112V8 niczym dinozaur. Najszybszy okazał się Bf 109, który pokonał wszystkich uczestników mityngu. W dziedzinie prędkości maksymalnej francuską maszynę pokonała nawet czeska Avia B.534-II, a czary goryczy dopełnił niemiecki bombowiec Dornier Do 17, który bez problemu uciekł francuskiemu myśliwcowi. Sytuację poprawiły wkrótce seryjne Morane-Saulnier MS.406 i Bloch MB.151/152, ale nie były to samoloty tej samej klasy, co maszyny przeciwnika.
Wstrząs po pokazach w Zurychu był tak mocny, że władze wojskowe zdecydowały się na desperacki krok – zakup sprzętu za granicą, traktując to jako rozwiązanie przejściowe do czasu wdrożenia do produkcji własnych samolotów. W 1938 roku wysłano do USA delegację, której zadaniem było znalezienie odpowiedniego myśliwca. Wybór padł na myśliwiec Curtiss Hawk 75. Mimo że amerykański samolot był niemal dwukrotnie droższy od francuskich (cena jednostkowa Hawka wynosiła 2,365 mln franków, podczas gdy MB.151/152 kosztował 1,237 mln, a MS.406 1,314 mln franków), 17 maja 1938 roku podpisano kontrakt na zakup 100 egz. Poszukiwania prowadzono również w Europie. Prowadzono rozmowy z Belgami, gdzie zainteresowanie wzbudził myśliwiec Renard R-36, oraz z Czechosłowacją, która jeszcze na początku 1939 roku, tuż przed ustanowieniem przez III Rzeszę Protektoratu Czech i Moraw, oferowała dwupłatowe myśliwce Avia B.534. O powadze sytuacji świadczyć może fakt, że rozważano nawet zakup radzieckiego myśliwca, chociaż jedynym w miarę nowoczesnym myśliwcem w tym kraju był Polikarpow I-16, który co prawda sprawdził się w walkach nad Hiszpanią ale najlepsze lata miał już za sobą. W końcu stwierdzono, że żaden z dostępnych europejskich myśliwców nie spełni podstawowego warunku – pozyskania dużej liczby samolotów w krótkim czasie. Jako prowizoryczne rozwiązanie potraktowano więc zakup 50 holenderskich myśliwców Koolhoven FK.58.
Geneza projektu
Pomimo zamówienia Hawka 75, Paryż potrzebował maszyny, która mogłaby powstać w krótkim czasie, ale byłaby znacznie tańsza w produkcji i eksploatacji. Jednocześnie Ministerstwo Kolonii zaczęło wyrażać poważny niepokój o bezpieczeństwo terytoriów zamorskich, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej (Indochiny Francuskie), gdzie coraz bardziej agresywną postawę przyjmowała Japonia. W tamtym czasie w Indochinach Francuskich stacjonowały jedynie archaiczne dwupłaty Potez 25, które w starciu z nowoczesnymi japońskimi myśliwcami nie miałyby żadnych szans. Wysłanie tam nowoczesnych maszyn z metropolii nie wchodziło w grę, ponieważ brakowało ich do obrony samej Francji.
Z analizy rynku wynikało, że jedynie Holandia jest w stanie dostarczyć samolot spełniający specyficzne francuskie wymagania. Kraj ten posiadał dojrzały przemysł lotniczy, którego produkty – choć jakością nie dorównywały jeszcze najnowszym projektom z Anglii, Niemiec czy francuskim myśliwcom nowej generacji jak Dewoitine D.520 czy Arsenal VG.33 – to były proste i niezwykle wytrzymałe. Doświadczenie to wynikało z potrzeb własnego lotnictwa kolonialnego Holandii. Rynek holenderski był zdominowany przez dwóch producentów – potentata Fokkera oraz prężną firmę Fritsa Koolhovena NV Koolhoven Vliegtuigen. Ponieważ zakłady Fokkera były w pełni obciążone produkcją jednosilnikowych myśliwców D.XXI, dwusilnikowych G.I oraz bombowców T.V przeznaczonych dla holenderskiego lotnictwa wojskowego, jedyną opcją pozostawał Koolhoven. Gdy pod koniec 1937 roku przedstawiciele Francji zapytali o możliwość budowy myśliwca, Koolhoven miał odpowiedzieć: Potrzebujecie doskonałego myśliwca? Zatem go dla was zbudujemy. Tak narodził się Projekt 1166, rezultatem którego był myśliwiec FK.58.
Pełna wersja artykułu w magazynie Lotnictwo 2/2026
