Jubileuszowy Baltops

Jubileuszowy Baltops

Sławomir J. Lipiecki

 

Ponad pół wieku po pierwszej edycji, Baltops pozostaje najważniejszym cyklicznym przedsięwzięciem morskim NATO na Morzu Bałtyckim. Tegoroczne ćwiczenia rozpoczęły się w Gdyni i po raz pierwszy od momentu ich zainicjowania w 1972 roku prowadzone są pod bezpośrednim dowództwem struktur NATO, z udziałem Dowództwa Połączonych Sił Sojuszu w Brunssum (Joint Forces Command). W manewrach pomiędzy 4 a 19 czerwca uczestniczyło około 6000 żołnierzy z 15 państw sojuszu, wspieranych przez kilkadziesiąt okrętów, statków powietrznych oraz komponenty realizujące zadania w domenie podwodnej i bezzałogowej. Scenariusz ćwiczeń objął m.in. działania przeciwminowe, obronę przeciwlotniczą i przeciwbalistyczną (AAW/BMD), zwalczanie okrętów podwodnych (ASW), działania przeciwminowe (MIW), operacje desantowe, reagowanie kryzysowe oraz ochronę infrastruktury krytycznej na Bałtyku.

Pionierzy Bałtyku

Dla większości mieszkańców polskiego wybrzeża Baltops kojarzy się z pojawieniem się na Morzu Bałtyckim dużej liczby okrętów różnych bander. Z perspektywy polskiej Marynarki Wojennej oznacza to jednak znacznie więcej niż tylko coroczne ćwiczenia. To historia współpracy państw regionu, przemian dokonujących się po zakończeniu tzw. zimnej wojny i długa droga, jaką przeszły również siły morskie RP.

Po raz pierwszy termin Baltops, czyli „Baltic Operations”, pojawił się na początku lat 70. XX wieku. Ćwiczenia zorganizowano w 1972 roku jako amerykańską inicjatywę prowadzoną wspólnie z sojusznikami NATO na Morzu Bałtyckim. Ich głównym celem było sprawdzenie zdolności współdziałania flot państw zachodnich na akwenie uznawanym wówczas za jedno z najbardziej wrażliwych miejsc konfrontacji Wschodu i Zachodu. Ówczesny Bałtyk był bowiem morzem mocno podzielonym – po jednej stronie znajdowały się państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego, a po drugiej Układu Warszawskiego. Dla amerykańskich i zachodnioeuropejskich załóg wejście na Bałtyk miało nie tylko znaczenie wojskowe, ale również polityczne. Był to sygnał, że Sojusz pozostaje obecny na północnej flance Europy i jest zdolny do prowadzenia działań na akwenie znajdującym się bezpośrednio przy granicach Związku Radzieckiego.

Przez wiele lat Baltops był przedsięwzięciem wyłącznie poziomu NATO. Na ogół sam z siebie był elementem większych manewrów, mających na celu m.in. przećwiczenie uderzeń strategicznych na wybrane obiekty państw Układu Warszawskiego, stąd np. obecność uzbrojonego w broń nuklearną pancernika USS Iowa (BB-61) w latach 1985–1989. Jego pełne salwy z 16-calowych armat miały wówczas wyraźny wymiar polityczny i odstraszający. Kolejne edycje ćwiczeń obejmowały już nie tylko klasyczne działania morskie, takie jak uderzenia na cele morskie i lądowe (ASuW/Strike), zwalczanie okrętów podwodnych (ASW) czy obrona przeciwlotnicza (AAW). Pojawiały się operacje desantowe, działania przeciwminowe (MCM), ratownicze (SAR/CSAR) i logistyczne. Z czasem dołączyły pierwsze systemy bezzałogowe, cyberbezpieczeństwo i ochrona infrastruktury krytycznej. Cel pozostawał jednak ten sam – szkolenie w zakresie wspólnego działania na jednym z najważniejszych akwenów Europy. Z perspektywy czasu widać jednak, że właśnie to było najważniejsze. Baltops nie miał bowiem służyć wyłącznie ćwiczeniu typowych działań bojowych. Od początku był szkołą interoperacyjności, czyli umiejętności współdziałania okrętów, lotnictwa i sztabów różnych państw w ramach prowadzenia operacji połączonych. W realiach morskiego pola walki nie wystarczy mieć dobry okręt. Trzeba jeszcze potrafić współpracować z jednostkami innych flot, korzystać z tych samych procedur i rozumieć się niemal bez słów.

Dzisiaj udział polskich okrętów w ćwiczeniach Baltops nikogo nie dziwi. Fregaty rakietowe, niszczyciele min, śmigłowce i sztaby od lat funkcjonują w strukturach NATO. Trudno jednak zrozumieć znaczenie tych manewrów bez przypomnienia atmosfery pierwszych lat po zakończeniu tzw. zimnej wojny. Dla personelu polskiej MW początku lat 90. Sojusz Północnoatlantycki był bardziej pojęciem niż codziennością. Znano zachodnie floty z publikacji, obserwacji prowadzonych na morzu czy analiz specjalistycznych, ale niewielu miało okazję współpracować z nimi ramię w ramię. Wszystko zmieniło się wraz z otwarciem nowych możliwości współpracy na Bałtyku. Jednym z pierwszych polskich uczestników w ćwiczeniach Baltops był okręt rozpoznania radioelektronicznego ORP Hydrograf (263). To właśnie na jego pokładzie polskie załogi po raz pierwszy zetknęły się z rzeczywistością zachodnich flot (swoją drogą, moje osobiste pierwsze epizody miały miejsce na jednostkach projektu 1241RE Mołnija, NATO: Tarantul I, w ramach ówczesnego 32. dOR). Dziś może wydawać się to zabawne, ale jednym z największych wyzwań nie były wcale skomplikowane manewry czy procedury, ale język. W tamtym czasie znajomość angielskiego była często ograniczona do podstawowych zwrotów. W konsekwencji pierwsze wspólne ćwiczenia serii Baltops pełne są anegdot o gorączkowym odsłuchiwaniu meldunków radiowych, niepewnym rozszyfrowywaniu komend i poszukiwaniu właściwego znaczenia kolejnych skrótów używanych powszechnie w NATO. Jeden z oficerów szkolących załogę przed wyjściem w morze miał nawet udzielić prostej rady: jeśli nie rozumiecie polecenia, powiedzcie przez radio „repeat, please”. Dla wielu była to najważniejsza fraza odprawy.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 6/2026

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter