Japońskie superdrednoty typu Yamato - część 5

Japońskie superdrednoty typu Yamato - część 5

Sławomir J. Lipiecki

 

Kończymy na naszych łamach obszerną analizę techniczną pancerników typu Yamato, kontynuując praktyczną weryfikację opisanych wcześniej przyjętych rozwiązań konstrukcyjnych w kontekście przedstawienia rzeczywistej wartości bojowej.

Podstawę analizy – podobnie jak wcześniej – stanowią raporty US Naval Technical Mission to Japan (NTMJ), uzupełnione o dostępne dane empiryczne z przebiegu działań wojennych.

Systemy obserwacji technicznej

Żaden z japońskich ciężkich okrętów II wojny światowej nie dysponował wyspecjalizowanymi radarami mikrofalowymi przeznaczonymi do kierowania ogniem artylerii, nie mówiąc o integracji z dalocelownikami, kalkulatorami artyleryjskimi oraz systemami automatycznej korekcji ognia. W praktyce oznaczało to, że prowadzenie ognia artyleryjskiego w warunkach słabej widoczności lub przy jej braku było silnie ograniczone, a proces wstrzeliwania się w cel wymagał znacznie dłuższego czasu niż na jednostkach US Navy, które dysponowały w pełni zintegrowanymi radarowymi systemami kierowania ogniem oraz mechanizmami RPC, czyli zdalnego naprowadzania uzbrojenia na cel, zarówno w obrocie wież i stanowisk, jak i zmianach kątów podniesienia armat.

Od 1943 r. na jednostkach Cesarskiej Floty zaczęły pojawiać się coraz liczniejsze radary obserwacji powietrznej i nawodnej, jednak ich poziom techniczny odpowiadał w najlepszym przypadku wczesnym konstrukcjom amerykańskim z końca 1940 r. Systemy te pełniły funkcję wyłącznie informacyjną i nie stanowiły integralnej części systemu kierowania ogniem. Pancerniki typu Yamato otrzymały radar obserwacji powietrznej i nawodnej 21-Shiki Gō Dentan K-3 z dwoma antenami „materacowymi” Gata A-6 o masie 840 kg każda. System pracował na fali 1,5 m przy mocy 25 kW. Jego maksymalny zasięg instrumentalny wynosił ok. 100 km, jednak zasięg efektywny był dużo mniejszy. W praktyce pojedynczy samolot mógł zostać wykryty z dystansu poniżej 70 km, przy błędzie kursowym rzędu 5°, natomiast duże jednostki nawodne – w sprzyjających warunkach – z odległości do ok. 30 km, zależnie od wysokości anteny i warunków propagacyjnych.

Uzupełnienie stanowił radar 13-Shiki Gō Dentan, pracujący na fali 2 m przy mocy 10 kW. System ten zapewniał maksymalny zasięg ok. 100 km, jednak w praktyce operacyjnej jego skuteczność spadała o połowę. Dokładność pomiaru była niska: błąd odległości sięgał ok. 2 km, a błąd azymutu – nawet 10°. O słabości tych parametrów niech świadczy fakt, że przy wskazanym błędzie kursowym rzędu 5° na dystansie 30 km błąd liniowy wynosi realnie ok. 2,6 km (błąd rzędu 1,7–2,6 km na dystansie 30 km to niemal dziesięciokrotność długości kadłuba niszczyciela, co definitywnie grzebie mit o „radarowym” trafieniu pod Samar). To oznacza, że japońskie radary obserwacji nawodnej nie wskazywały, gdzie jest przeciwnik, a jedynie – że w ogóle tam jest, o ile w ogóle, bo stacje te były wyjątkowo podatne na oddziaływanie warunków środowiskowych i/lub na zakłócenia aktywne przeciwnika. Dla porównania, najstarszy amerykański Mk 3 Mod. 0 podawał dane z dokładnością do minut kątowych, co pozwalało nie tylko na kierowanie ogniem, ale powtarzalne kładzenie salw bezpośrednio na celu. Co więcej, w przypadku urządzeń japońskich dochodził problem odpowiedniego zobrazowania, co oznaczało, że cele nakładały się na siebie. Przy błędzie azymutu rzędu 10° japoński operator nie był w stanie odróżnić pojedynczego pancernika od grupy niszczycieli idących w bliskim szyku. Dla radaru 13-Shiki cała grupa bojowa jawiła się jako jedna, niestabilna plama na oscyloskopie. Amerykański radar widział każdy okręt z osobna, pozwalając na precyzyjne wskazanie konkretnego celu dla dalocelownika Mk 19, Mk 20, Mk 34 czy Mk 38. Nieco późniejsze systemy mikrofalowe (np. Mk 8, Mk 12) pozwalały operatorom widzieć na ekranie także rozbryzgi własnych pocisków (tzw. shell splashes), co umożliwiało nanoszenie poprawek ogniowych bez widoczności celu. Japońskie radary, choćby ze względu na ogromny błąd odległości i azymutu, fizycznie nie mogły odnotować upadku pocisku. Japońskie radary cierpiały również na podatność „odstawienia” w wyniku działania sił udarowych, w tym tych powstających przy strzelaniu własnej artylerii. Potężny podmuch i wstrząs przy salwie armat kal. 460 mm potrafiły rozregulować prymitywną elektronikę radarów metrowych oraz uszkodzić ich delikatne anteny materacowe. Powodowało to, że po pierwszej salwie radar często przestawał podawać nawet te mało precyzyjne dane, zmuszając okręt do polegania wyłącznie na optyce, która z kolei była oślepiana przez dym i efekty środowiskowe.

Równolegle rozwijano pasywne systemy rozpoznania radioelektronicznego (ESM). System E-27-Shiki umożliwiał wykrywanie emisji elektromagnetycznych w szerokim zakresie długości fal (75–400 cm), a w wersji E-27-Shiki – również w zakresie mikrofalowym (do ok. 3 cm). Deklarowany zasięg detekcji emisji metrowych sięgał teoretycznie 300 km. Sama stacja pracowała na fali o długości mieszczącej się w zakresie 75–400 cm. W przypadku zastosowania pełnego wariantu E-27 Kai 3 (zakres fali 3–75 cm) dochodziła do tego zdolność wykrywania także fal elektromagnetycznych o długości 10 cm i poniżej (a więc mikrofalowych), jednak w praktyce skuteczność urządzenia zależała od całego szeregu istotnych czynników środowiskowych oraz faktu, czy jednostki przeciwnika nie operują w spektrum zakłóceń powodowanych własnymi, aktywnymi systemami walki radioelektronicznej (ECM). Z kolei w końcowym okresie wojny jednostki japońskie wyposażono również w prymitywne systemy aktywnego zakłócania emisji radarowych przeciwnika. Na Yamato w 1945 r. zainstalowano urządzenia ECM o antenach w formie charakterystycznych, pochylonych struktur pętlowych. W praktyce jednak ich skuteczność była marginalna wobec zaawansowanych systemów radioelektronicznych US Navy i nie miała istotnego wpływu na przebieg działań bojowych.

Od 1944 r. wprowadzono radary 22-Shiki Gō Dentan Kai 4, pracujące na fali 10 cm, które stanowiły jakościowy krok naprzód w zakresie detekcji celów nawodnych. Teoretycznie umożliwiały wykrycie jednostki wielkości pancernika z dystansu ok. 35 km przy błędzie odległości rzędu 700 m i błędzie kierunku ok. 5°. Wersja 22-Shiki Kai 4S mogła w ograniczonym zakresie wspierać pomiary artyleryjskie, redukując błąd odległości do ok. ±200 m i azymutu do ±3°. Radar ten stanowił w istocie rozpaczliwą próbę dogonienia technologii, którą Amerykanie mieli już na USS Pennsylvania w 1941 r. Choć przejście na falę 10 cm było dla Japonii wręcz skokiem cywilizacyjnym, to w starciu z amerykańską balistyką mikrofalową system ten nadal pozostawał technologicznym kaleką, co przy okazji ostatecznie obala mit o rzekomej chirurgicznej precyzji Yamato na dystansach przekraczających 30 km w bitwie pod Samar.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 7-8/2026

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter