I./ZG 76 w 1939 roku. Część 3
Łukasz Łydżba
Robert Szołtyk
Trzecia część artykułu opisuje działania grupy I./ZG 76 od 9 września, aż do końca jej udziału w kampanii wrześniowej 1939 roku. Niemieccy myśliwcy stoczyli w tych dniach (9 września, 11 września i 17 września 1939 roku) kolejne walki z polskim lotnictwem i osiągnęli kilka zwycięstw powietrznych tracąc jednego Bf 110. Szczególnie intensywne walki miały miejsce z myśliwcami Brygady Pościgowej i III/2 Dywizjonu Myśliwskiego koło Lublina 9 września 1939 roku. Ostatnie akcje bojowe I./ZG 76 miały miejsce w trzeciej dekadzie września nad Warszawą.
9 września 1939
Planowano, że tego dnia I./ZG 76 będzie chronić bombowce oraz bombowce nurkujące biorące udział w zmasowanym nalocie na Lublin. O godz. 01.00 jednostka poinformowała Fliegerdivision 1, że jej myśliwce – nawet po międzylądowaniu w Częstochowie – mogą przebywać nad celem zaledwie przez 20 minut, w związku z czym ataki bombowców nurkujących muszą zostać odwołane. Jednocześnie grupa otrzymała polecenie znalezienia nowego lotniska w okolicy Kielc. Zadanie tego osobiście podjął się wykonać Hptm. Reinecke, który wyruszył w drogę samochodem. Z powodu fatalnych warunków drogowych nie zdołał jednak dotrzeć do wskazanego rejonu. W godz. 06.46 do 07.30 samoloty Bf 110 ze Stab. I./ZG 76 oraz 1. i 2./ZG 76 przebazowały się z Breslau-Gandau (Wrocławia) do Częstochowy.
Po godzinie 08.00 jednostkę postawiono tam w stan gotowości bojowej. Przewidywano przeniesienie do nowej bazy w Kielcach-Masłowie, jednak w rzeczywistości dotyczyło to tylko części sił. W drogę wyruszyły kompanie sztabowa i techniczna, podczas gdy same eskadry wraz z samolotami wciąż stacjonowały na wrocławskim lotnisku Gandau.
Między 09.05 a 13.00 odbyła się jedyna misja bojowa tego dnia. Zadaniem 21 maszyn Bf 110 ze Stab I./ZG 76 oraz 1./ZG 76 i 2./ZG 76 była eskortowa osłona 71 bombowców He 111P z pułku KG 4 w rejonie Lublina. Po zakończeniu tego zadania myśliwce przeprowadziły wymiatanie myśliwskie. Około godz. 09.50, tuż po zrzuceniu ładunku bombowego przez KG 4, część Bf 110 ze Stab/ZG 76 oraz 1./ZG 76 zaatakowała z lotu koszącego polskie samoloty na lotnisku w Świdniku. Niemieckie załogi zgłosiły zniszczenie na ziemi dziewięciu maszyn (w tym osiem przypisano lotnikom z 1./ZG 76), z czego sześć zidentyfikowano jako myśliwce PZL P.24. Wkrótce po tym lotnicy Stab/ZG 76 oraz 1./ZG 76 natknęli się na myśliwce Brygady Pościgowej w rejonie Lublina i w serii walk, do jakich doszło, zgłosili kilka zestrzeleń:
1) o godz. 10.05 – PZL P.24 został zestrzelony przez Fw. Wellenköttera (strzelca pokładowego Ofw. Gerharda Herzoga) z 1./ZG 76 w rejonie Bełżyc (zwycięstwo prawdopodobne).
2) o godz. 10.06 - PZL P.24 został zestrzelony przez Olt. Rudolfa Rademachera ze sztabu I./ZG 76 w rejonie Lublina (zwycięstwo pewne)
3) o godz. 10.08 - PZL P.24 przez Hptm. Horsta Pape z 1./ZG 76 20 km na zach. od Lublina (zwycięstwo pewne).
4) o godz. 10.10 - PZL P.24 przez Lt. Gerharda Böhmela z 1./ZG 76 28 km na płd.-zach. od Lublina (zwycięstwo pewne).
5) o godz. 10.10 - PZL P.24 przez Gefr. Enno Gruschwitza (strzelca Lt. Böhmela) w tym samym rejonie (zwycięstwo prawdopodobne).
6) o godz. 10.10 PZL P.24 przez Lt. Hansa-U. Kettlinga z 1./ZG 76 15 km na zach. od Lublina (zwycięstwo prawdopodobne).
Z polskiej strony wiadomo, że w jednej z potyczek wzięły udział myśliwce III/1 Dywizjonu, III/4 Dywizjonu oraz klucz 152. EM w składzie: por. pil. Kazimierz Woliński, por. pil. Marian Imiela i st. szer. pil. Mieczysław Popek. Prawdopodobnie jakieś myśliwce III/1 Dywizjonu zostały niegroźnie postrzelane w walce ze Stab. I./ZG 76 oraz 1./ZG 76. W trakcie toczącej się walki por. pil. Woliński ze 152. EM – według Komisji Bajana – miał zgłosić zestrzelenie jednego Bf 110. Polski pilot mógł trafić jednego z uszkodzonych koło Lublina myśliwców Bf 110C. Niemcy odnotowali uszkodzenie Bf 110 (M8+GH) pilotowanego przez Ofw. Gerharda Herzoga, którego maszyna została uszkodzona w około trzydziestu procentach (m.in. został unieruchomiony jeden silnik). Strzelec tego Messerschmitta Fw. Wellenkötter o godz. 10.05 zgłosił trafienie atakującego ich PZL P.24. Załoga myśliwca wróciła do swojej bazy. Niemcy odnotowali jeszcze dwie trafione „stodziesiątki”. Samolot dowódcy eskadry 1./ZG 76 Hptm. Horsta Pape (strzelec Gefr. Herbert Jacobi) został uszkodzony w prawie czterdziestu procentach; załoga, mimo unieruchomionego jednego silnika, zdołała wrócić na swoje lotnisko. Z kolei Messerschmitt Bf 110C (M8+DH) pilotowany przez Lt. Helmuta Lenta (strz. Gefr. Walter Kubisch) otrzymał trafienie w silnik po ataku polskiego myśliwca. Niemiecki pilot tak opisał to w liście do domu:
Od czasu, gdy pisałem do Was po raz ostatni, podpaliłem na ziemi kolejne trzy polskie maszyny. Kiedy zabierałem się za czwartą, Polak zaskoczył mnie i zaatakował, odstrzeliwując mi prawy silnik. Musiałem przymusowo lądować za naszymi liniami. W niedzielę był u nas Führer i pogratulował mi udanego lądowania awaryjnego.
Lt. Lent lądował Messerschmittem na brzuchu koło Skarżyska-Kamiennej, a maszyna została uszkodzona. Była tak bardzo zniszczona (dziewięćdziesiąt procent uszkodzeń), że nadawała się tylko na złom. W walce z tą grupą Messerschmittów wzięli również udział prawdopodobnie piloci III/2 Dywizjonu Myśliwskiego. St. szer. pil. Tadeusz Arabski tak dalej opisał swój lot bojowy:
W ślad za tym kluczem poszła reszta naszych maszyn, ja byłem wówczas w środkowym kluczu. Zaatakowana formacja bombowców odpowiedziała gęstym ogniem strzelców pokładowych i zaczęła się rozpraszać w klucze po 3 samoloty. W tym czasie weszły także do akcji Me-110. Spotkanie zaraz przeobraziło się w indywidualne pojedynki. Nieopisany widok. Dla nas emocja, strach, brawura, wola zwycięstwa. Dla mnie to już 12-sty lot bojowy – jestem ostrożny.
Łączność radiowa przestała praktycznie funkcjonować natychmiast po zaatakowaniu nieprzyjaciela. Podekscytowani walką piloci, rzucają w nadajniki bezładne meldunki z przebiegu swoich pojedynków, starając się przekrzyczeć jeden drugiego. Nawiązuję jednak łączność radiową z prowadzącym Flankiem. Otrzymuję rozkaz zbliżyć się blisko do niego. Za chwilę sygnalizuje:
„Uwaga!!!” i piką schodzi w dół. Jako prawy idę drugi za nim. Widzę
2 Me-110, które były dużo niżej, może około 300-400 m. Mamy przewagę wysokości – to wspaniale. Szybkość dochodzi do 390 km, a później do 450 km/h. Przecinamy im drogę przechodząc przez mały „cumulus”. Lecimy prosto z góry, jeden po drugim – oddajemy jedną i drugą serię…
Flanek wchodzi Me-110 „na ogon”, zwrotna jest ta maszyna P-11c i znów strzela. Me-110 idzie w smudze dymu do ziemi. Bezpośrednio po tym zaatakowały Flanka inne dwa Me-110. Otrzymał trafienie w taśmy amunicyjne, karabiny maszynowe przestały strzelać. Bezradny i bezbronny – ucieka w „cumulus”. Ze mną było podobnie po oddaniu serii z pikowania – przeszedłem znów do góry – wykorzystując uzyskaną szybkość. Widzę z odległości około 1000 m dwa Me-110 lecące w moim kierunku. Szybka i słuszna decyzja, pikuję do samej ziemi. Walki nie wolno mi przyjąć. Odlatuję lotem koszącym.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 5/2026
