„Hugin” nie wraca do bazy. Zestrzelenie szwedzkich samolotów nad Bałtykiem w czerwcu 1952 r.
Krzysztof Dąbrowski
W zimnowojennych gorących incydentach lotniczych brały udział nie tylko samoloty amerykańskie i innych krajów NATO, ale także maszyny należących do oficjalnie neutralnej Szwecji. W czerwcu 1952 roku w odstępie trzech dni Szwedzi stracili dwa samoloty – C-47 rozpoznania radioelektronicznego i poszukiwawczo-ratowniczą łódź latającą PBY-5, które zostały zestrzelone nad Bałtykiem przez radzieckie myśliwce MiG-15.
Z wielu powodów historycznych Szwecja prowadziła od 1815 roku politykę neutralności. Krajowi udało się uniknąć obu wojen światowych i przynajmniej oficjalnie zachować neutralność podczas zimnej wojny. Dorozumianym, choć niewypowiedzianym stanowiskiem Szwecji była orientacja prozachodnia, nie na tyle jednak oczywista, aby poważnie naruszało to jej deklarowaną neutralność – tak przynajmniej rzecz wówczas przedstawiano. W praktyce Szwecja nawiązała jednak znacznie bliższe więzi z NATO i w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi, niż w tamtych czasach publicznie przyznawano, a nawet nieoficjalnie sugerowano. Wystarczającym jest stwierdzić, że Szwecja była głęboko zaangażowana w operacje wywiadowcze prowadzone nie tylko na własne potrzeby, lecz również na rzecz USA i NATO.
Szwedzkie działania wywiadowcze były prowadzone m.in. przez Försvarets Radioanstalt (FRA), czyli Agencję Wojskowego Rozpoznania Radioelektronicznego. Aby wykonywać poruczone jej zadania, obok innych środków FRA dysponowała specjalnie zmodyfikowanymi samolotami. Początkowo był to tylko pojedynczy Junkers Ju 86 o nazwie własnej „Blondi”, ale niebawem zakupiono i odpowiednio wyposażono dwa Douglasy C-47, które nazwano „Hugin” i „Munin”. W mitologii nordyckiej są to dwa kruki, które krążąc po świecie zbierają wieści, aby następnie siąść na ramionach boga Odyna i wyszeptać mu je do uszu. Trudno byłoby o trafniejsze nazwy dla samolotów rozpoznawczych. Nominalnie samoloty, noszące szwedzkie oznaczenie typu Tp 79, znajdowały się na stanie 6. Transportflyggruppen (6. Dywizjonu Transportowego), ale była to tylko oficjalna „przykrywka” – loty, które wykonywały, miały bowiem niewiele wspólnego z tak prozaicznymi zadaniami jak przewóz ładunków.
„Hugin” nie wraca do bazy
W piątek 13 czerwca 1952 roku o godz. 9.05 Tp 79 nr 79001 „Hugin” wystartował z lotniska Bromma. Zwykle przesądy wywołują uśmiech politowania, ale biorąc pod uwagę los samolotu i jego załogi, trudno nie zauważyć, że data rzeczywiście okazał się pechowa. Utrzymując regularną łączność radiową ze stanowiskiem kontroli lotów „Hugin” leciał nad Bałtykiem. Ostatni pełny komunikat radiowy z samolotu stwierdzający, że wszystko na pokładzie jest w porządku, odebrano o 11.08. W tym czasie Tp 79 znajdował się około 47 km na wschód od wyspy Fĺrö (Fårö). O 11.25 radiooperator „Hugina” wywołał szwedzką stacje radiową w Hägernäs, która przeszła na odbiór, lecz transmisja z samolotu nie nastąpiła, a w eterze zapanowała złowieszcza cisza. „Hugin” miał wylądować z powrotem w Brommie o 12.00, ale nie powrócił. Wkrótce stało się oczywiste, że nigdy to nie nastąpi. O 18.30 Szwedzi wydali oficjalny komunikat, w którym poinformowali, że jeden z ich samolotów wykonujący szkolny lot nawigacyjny zaginął nad Morzem Bałtyckim.
Pełna wersja artykułu w magazynie Lotnictwo 10/2026
