Glock generacji 6 – ewolucja, a nie rewolucja (jak zawsze)
Michał Sitarski
Na zamkniętym wydarzeniu, zorganizowanym dla starannie wyselekcjonowanej grupy przedstawicieli mediów oraz dystrybutorów, w amerykańskiej filii legendarnej firmy GLOCK w Smyrnie w Georgii, odbyła się prapremiera najnowszej, szóstej generacji pistoletów.
Frag Out! Magazine znalazł się w gronie wybrańców, którzy jako pierwsi mieli okazję zapoznać się z nową rodziną Gen 6, w skład której wchodzą modele GLOCK 17, 19, 45 oraz 49 (ten ostatni nie będzie dostępny na rynku amerykańskim), a chwilę potem okazało się, że planowana na 20 stycznia 2026 roku światowa premiera pistoletu została przyspieszona i już na początku grudnia Glock 6. generacji najpierw został publicznie zaprezentowany, a potem trafil do sprzedaży.
Jak to u austriackiego producenta bywa od ponad 40 lat, Glock Gen. 6 jest typowym przykładem ewolucyjnego, a nie rewolucyjnego podejścia – nowa konstrukcja stanowi kolejny krok w rozwoju klasyka, dopasowujący go do aktualnych trendów rynkowych oraz szczegółowych wymagań zgłaszanych przez użytkowników, przy okazji zmieniając także lekko wygląd zewnętrzny broni oraz bardzo aplikując do jego konstrukcji mocno wyselekcjonowane rozwiązania „aftermarketowe”.
Kluczowe zmiany w Gen 6
Najbardziej istotne modyfikacje w pistoletach GLOCK Gen 6 koncentrują się na ergonomii chwytu, systemie spustowym oraz konstrukcji zamka.
Chwyt i szkielet.
Największe i najbardziej zauważalne zmiany dokonano w obrębie chwytu. Jest on nieco mniej klockowaty niż w Gen. 5, wykazując subtelne zwężenie w rejonie spoczynku kciuka, nazwane palm swell. Dzięki temu poprawia się jego dopasowanie do dłoni, szczególnie w przypadku strzelców o mniejszych dłoniach, np. kobiet. Ale faktycznie pistolet sprawia wrażenie lepiej „siedzącego” w dłoni, nawet dla osób z większymi dłońmi oraz podczas strzelania w rękawicach.
Zauważalnie zwiększone zostało podcięcie w górnej części chwytu, przez co broń można chwycić wyżej. Pojawił się także fabrycznie wydłużony „bobrzy ogon”, czyli coś, co w poprzedniej generacji było można dodać za pomocą nakładek, z których dwie wyposażono w takie rozwiązanie. Docenią to zwłaszcza strzelcy o dużych i „mięsistych” dłoniach, bo trudniej będzie im doprowadzić do zranienia przez poruszający się zamek. Warto zauważyć, że jest to rozwiązanie żywcem wyjęte z praktyk tzw. stipplingu chwytu, czyli zmiany jego profilu i faktury, gdzie jednym z elementów jest właśnie mocne zeszlifowanie przejścia kabłąk-chwyt. Co ciekawe, wiele zgłoszeń reklamacyjnych dotyczyło nadmiernie spiłowanego kabłąka przez wszelkiej maści amatorów domowego tuningu i pęknięć powstających w tym miejscu.
Sam chwyt zyskał bardziej baryłkowaty kształt i przestał być odpowiednikiem ociosanej nogi od stołka. Jeśli popatrzymy na broń np. od tyłu, to zauważymy wyraźne wyoblenie chwytu na zewnątrz, dzięki czemu broń lepiej wypełnia wnętrze dłoni i zapewnia strzelcowi lepszą kontrolę nad nią.
Dodatkowo wprowadzono fabryczny, obustronny „gas pedal”/”thumb rest”,czyli miejsce spoczynku kciuka dłoni wspierającej. Ma on formę wgłębienia pokrytego teksturą chwytu, stanowiąc dodatkowy punkt docisku na szkielecie, a jednocześnie nie wpływa na zwiększenie obrysu broni. Mała rzecz, a diametralnie zmienia kontrolę nad bronią, a dodatkowo jest to kolejny element wykonywany w ramach indywidualnego stipplignu broni przez właścicieli.
RTF6: Chwyt został pokryty nową fakturą nazwaną RTF6, stanowiącą kompromis między agresywnym rozwiązaniem RTF2 (czyli tych małych szpiczastych wypustek kłujących w dłonie i niszczących ciuchy, a jednocześnie przez wielu uważanych za najlepsze) a znanym z Gen 4 i Gen 5 wzorem RTF4. RTF6 ma gwarantować maksymalną przyczepność do mokrych, brudnych lub nawet zakrwawionych dłoni, minimalizując jednocześnie ryzyko niszczenia odzieży lub otarć skóry dłoni.
Warto zaznaczyć, że faktura chwytu jest identyczna na całej jego powierzchni i wyciągnięta jest znacznie wyżej, niż w poprzednich generacjach, dochodząc niemal aż do osłony zatrzasku zamka. W porównaniu do poprzednich generacji osłonka ta ma znacznie wydatniejszy kształt, znacznie lepiej chroniąc zatrzask przed przypadkowym uruchomieniem przy wysokim chwycie broni.
Pistolety Gen 6, pomimo zmian konstrukcyjnych w rejonie szkieletu, zachowują pełną kompatybilność z kaburami dedykowanymi dla modeli Gen 5.
Spust
Każdy model Generacji 6 został wyposażony w fabryczny spust z płaskim językiem spustowym. Takie rozwiązanie sprzyja lepszemu i bardziej intuicyjnemu ułożeniu palca wskazującego. Język spustowy znajduje się również nieco bliżej chwytu, co pozwoliło na skrócenie jego drogi, a sama prace mechanizmu spustowego jest znacznie przyjemniejsza, niż w poprzednich generacjach – spust pracuje płynnie, z wyczuwalnym oporem i wyraźnym przełamaniem oraz wyraźnym i krótkim resetem.
Moduły spustowe są niewymienna pomiędzy generacjami, choć przy wymianie np. samego języka spustowego oraz szyny problemów być nie powinno. Według informacji od producenta, także przerywacze od poprzednich generacji będą pasować do nowego pistoletu.
Zamek
Wszystkie modele Generacji 6 będą fabrycznie przygotowane do montażu celownika mikrokolimatorowego poprzez system ORS (Optical Ready System). Dotychczasowy system MOS, oparty na metalowych płytkach adapterów, został zastąpiony przez ORS. W tym nowym rozwiązaniu w wycięcie zamka wkłada się polimerową podkładkę, a sam celownik przykręca się bezpośrednio do zamka, w którymn wykonano cztery gniazda śrub. Podkładka ma spełniać rolę stabilizującą celownika oraz ma za zadanie amortyzować przeciążenia, jakim jest on poddawany podczas strzelania.
Zmieniony system mocowania ceowników proces montażu, eliminując potencjalne problemy związane ze zbyt długimi śrubami montażowymi w systemie MOS, które mogły prowadzić do awarii ekstraktora (np. poprzez zalanie zbyt dużą ilością kleju do gwintów). Dodatkowo zmniejsza także masę montażu, poprawia pewność osadzenia celownika oraz umożliwia niższe jego umieszczenie na zamku, niż w przypadku systemu MOS.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2025
