Gatroz Blasthield Photochromic
Michał Sitarski
Obecnie na rynku dostępne jest multum różnego typu okularów „strzeleckich”, czyli takich, które mają za zadanie chronić wzrok strzelca przed uszkodzeniem mechanicznym, a także zapewnić odpowiedni komfort przy różnych poziomach oświetlenia. Oferowane modele różnią się konstrukcją, materiałami, zaawansowaniem technicznym, wyposażeniem, designem i oczywiście ceną.
I tak, jak w życiu – możesz kupić auto za 70 000 i jechać z punktu A do punktu B, a możesz kupić takie za 700 000 i też jechać z punktu A do B. Ale jednak trochę inaczej.
Gatorz to firma istniejąca od 1989 roku i rozpoczynająca swoją przygodę z okularami od sportów, które wiązały się z osiąganiem dużych prędkości: sportów motocyklowych oraz spadochroniarstwa. Twórcy marki dostrzegli bowiem potrzebę stworzenia okularów, które będą cechowały się wysoka odpornością mechaniczną, będą pewnie trzymały się na głowie oraz zapewniały wygodę podczas używania ich w połączeniu z kaskiem, zapewniając jednocześnie możliwie najwyższy poziom ochrony oczu przed podmuchem, pyłem oraz drobinami mogącymi mechanicznie uszkodzić oko.
Gatorz dość szybko znalazły uznanie u osób, dla których je stworzono, a następnie zostały dostrzeżone przez... komandosów Navy SEAL i US SOCOM. Ich uwagę przyciągnęły stonowane kolory, dobór materiałów, odporność oraz wygoda używania z osłonami głowy, zwłaszcza podczas skoków spadochronowych. Droga do świata militarno-strzeleckiego stanęła więc przed Gatorz otworem.
Marka może i u nas nie jest specjalnie znana, ale KMWTW – miłośnicy sprzętu określanego mianem „Gucci Gear”, czyli topowych marek, kosztujących nieraz krocie, doskonale znają produkty Gatorz, tym bardziej, że od pewnego czasu nie trzeba ściągać ich zza granicy, a można kupić w Polsce.
Moje pierwsze (do niedawna – jedyne) Gatorz Magnumz przyjechały z USA, bezpośrednio od producenta, po spotkaniu na którychś targach. Muszę przyznać, że wrażenie robiły od samego początku – od ładnie zaprojektowanego i wykonanego pudełka, poprzez METALOWY pokrowiec ochronny (w formie dużego pudełka), po same okulary. Później okazało się także, że metalowe oprawki i zauszniki są bardzo wygodne, a szkła wykonane na najwyższym poziomie, z topowymi powłokami ochronnymi i prefekcyjnym obrazem. Niestety, czynnikiem odstraszającym w przypadku Gatorz jest cena, odpowiednia dla sprzętu kategorii Gucci Gear.
Jakiś czas temu firma Specshop włączyła do swojego portfolio markę Gatorz, a do mnie trafił model, który z całej oferty podoba mi się najbardziej, czyli Blastshield z fotochromatycznym wizjerem – okulary biegunowo odległe od tych, których używałem dotąd, bo Magnumz to okulary „casual” (choć nadal świetnie spełniające funkcje ochronne), a Blastshield to już typowe okulary „taktyczne” (bojowe, czy jak je tam jeszcze można nazwać).
Blastshield swoją formą przypominają znane od wielu lat okulary ESS Crossbow, bo zarówno sam kształt wizjera, jak i ogólna koncepcja są bardzo podobne.
A koncepcja jest taka, że są to okulary z ramką szczątkową (albo „bezramkowe”, jak kto woli), która składa się wyłącznie z elementu łączącego wzdłuż czoła oba zauszniki. Całość wykonana jest z anodowanego aluminium i wykończona farbami Cerakote na ładny, czarny półmat. Zauszniki mocowane są za pomocą czterech metalowych zawiasów (po dwa na stronę) przykręconych śrubkami. Mają one anatomiczny kształt, odpowiadający ogólnemu obwodowi czaszki na wysokości ucha, ale w razie potrzeby można je indywidualnie dopasować poprzez dogięcie lub odgięcie zauszników. Końcówki ramion są ukształtowane w taki sposób, by łatwo było wsunąć je pod hełm czy muszle ochronników słuchu, jednocześnie nie uszkadzając ich wnętrza. Od wewnątrz zauszników naniesiono niezbędne informacje, jak kraj produkcji, nazwa modelu, nazwa producenta i norma ochronna, zaś na zewnątrz, tuż przy zawiasie znajduje się logo firmy Gatorz.
Szczątkowa ramka wyprowadzona jest bardzo wysoko w górę, aż do linii brwi, co w połączeniu z kształtem wizjera zwiększa pole widzenia. W jej centralnej części przykręcona jest podstawa noska wraz z systemem szybkiej wymiany wizjera. Bazuje ona na ruchomym uchwycie obejmującym wizjer w środkowej, przewężonej części. Uchwyt otwiera się poprzez odchylenie noska okularów w tył, co powoduje rozwarcie szczęk i pozwala na wyjęcie wizjera – przestawienie noska do „położenia roboczego” powoduje zaciśnięcie uchwytu i zablokowanie wizjera na miejscu (całość nazwano Single Point Floating Lens ICM Attachment System – długo i mądrze, ale za to wyczerpująco). Co ciekawe – wizjer ma kontakt z oprawką jednie w miejscu, w którym od góry obejmuje go uchwyt – poza nim nigdzie nie styka się z oprawką, pozostawiając niemal na całej długości szczelinę o szerokości około 2 mm, co wydatnie poprawia cyrkulację powietrza. Uchwyt trzyma wizjer bardzo pewnie i mocno – nie ma obawy o jego wypadnięcie podczas używania.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 9-10/2025
