Deutsche Marine na kursie kolizyjnym
Sławomir J. Lipiecki
Niespełna dekadę temu Deutsche Marine przedstawiała rozwój swoich sił nawodnych jako konsekwentny marsz ku coraz większym, mocno zautomatyzowanym i bardziej uniwersalnym fregatom rakietowym. Dziś z tej wizji pozostał kosztowny chaos. Jednostki patrolowe serii F-125 okazały się słabo uzbrojonym produktem błędnych założeń epoki tzw. „końca historii”, natomiast program ich znacznie potężniejszych następców, czyli F-126, zakończono po wydaniu miliardów euro, zanim choć jeden okręt zdołano ukończyć. W rezultacie ciężar zwalczania okrętów podwodnych (ASW) nadal spoczywa na starzejących się jednostkach typu Brandenburg (serii F-123), których służbę trzeba pospiesznie przedłużać. Ratunkiem mają być ich właściwi następcy – jednostki mniejsze względem F-125 i oparte na sprawdzonej koncepcji MEKO A-200 DEU. Jednocześnie Berlin przygotowuje najambitniejszy program nawodny w powojennej historii Niemiec: dobrze uzbrojone fregaty rakietowe obrony powietrznej i przeciwrakietowej (AAW/BMD) serii F-127. Ich powodzenie zależeć będzie jednak nie tylko od możliwości niemieckiego przemysłu i zasobności federalnego budżetu, lecz również od dostępu do amerykańskich technologii, w tym przede wszystkim zintegrowanego systemu dowodzenia i zarządzania walką AEGIS oraz radarów serii SPY-6 AMDR. Tym samym przyszłość Deutsche Marine określić mają próba pilnego odtworzenia podstawowych zdolności ASW oraz ryzykowny skok technologiczny w kierunku kompleksowej obrony powietrznej, którego skala może przekroczyć realne możliwości państwa.
Od ekspedycyjnej utopii do klęski F-126
Największy i najkosztowniejszy (jak dotąd) program budowy okrętów nawodnych w powojennej historii Deutsche Marine zakończył się spektakularną klęską. Federalne Ministerstwo Obrony 24 czerwca 2026 roku oficjalnie zrezygnowało z budowy sześciu wielozadaniowych fregat rakietowych ASW serii F-126. Decyzję uzasadniono znacznymi opóźnieniami, przewidywanym dalszym wzrostem kosztów oraz ryzykiem związanym ze zmianą głównego wykonawcy. Zanim zdecydowano się jednak przerwać przedsięwzięcie, pochłonęło ono już blisko 2,3 mld EUR, nie doprowadzając przy tym do ukończenia ani jednej jednostki. Kontynuowanie programu miało natomiast podnieść jego łączną wartość do ponad 18 mld EUR, a wejście prototypu do służby przesunęłoby się (prawdopodobnie) na połowę lat 30. Nie była to więc zwykła korekta harmonogramu ani rezygnacja z jednego z wielu znajdujących się na wczesnym etapie projektów. F-126 miały stać się bowiem podstawowymi jednostkami nawodnymi Deutsche Marine, a zarazem właściwymi następcami czterech starzejących się fregat rakietowych ASW typu Brandenburg (F-123). Ich najważniejszym zadaniem miało być zwalczanie okrętów podwodnych na Północnym Atlantyku i wodach europejskich, w tym osłona morskich szlaków komunikacyjnych oraz infrastruktury krytycznej. W warunkach rozbudowy rosyjskich sił podwodnych trudno byłoby wskazać zdolność bardziej potrzebną zarówno Niemcom, jak i całemu Sojuszowi Północnoatlantyckiemu. Mimo to program, który miał wypełnić jedną z najpoważniejszych luk operacyjnych Bundeswehry, zakończył się jeszcze przed przekazaniem pierwszego okrętu.
Genezy tej sytuacji należy szukać znacznie wcześniej, wraz z decyzją o odejściu od klasycznej wielozadaniowej FFG na rzecz dużej jednostki przeznaczonej głównie do prowadzenia długotrwałych operacji ekspedycyjnych i stabilizacyjnych. Produktem tej koncepcji stały się cztery fregaty rakietowe (patrolowe) typu Baden-Württemberg (F-125). Projektowano je w okresie, gdy możliwość wybuchu pełnoskalowego konfliktu w Europie uznawano za skrajnie mało prawdopodobną, natomiast za podstawowe zadania zachodnich flot przyjmowano patrolowanie odległych akwenów, zwalczanie asymetrycznych zagrożeń, wsparcie sił specjalnych oraz udział w misjach policyjnych i humanitarnych. Pod tym kątem F-125 oferowały „na papierze” imponującą autonomiczność, rozbudowane zaplecze socjalne, możliwość rotacyjnego wykorzystania dwóch załóg oraz prowadzenia długotrwałej służby z dala od macierzystych baz. Z punktu widzenia klasycznej wojny morskiej okazały się jednak konstrukcjami wysoce problematycznymi. Przy wyporności bojowej dochodzącej do około 7200 ts otrzymały symboliczne wręcz uzbrojenie przeciwlotnicze oraz nie dysponowały pełnowartościowym kompleksem zwalczania okrętów podwodnych. Nie wyposażono ich ani w odpowiednią stację hydroakustyczną, ani w wyrzutnie torped klasy LWT. Realne zdolności ASW ograniczono w praktyce do możliwości wykorzystania śmigłowców pokładowych, co czyniło je zależnymi od warunków pogodowych, dostępności maszyn oraz sprawności samego pokładu lotniczego.
Do błędów koncepcyjnych dołączyły problemy konstrukcyjne i wykonawcze. Prototypowy Baden-Württemberg został początkowo odrzucony przez zamawiającego, a następnie zwrócony stoczni w celu usunięcia stwierdzonych wad. Jednostki okazały się przeciążone i wykazywały tendencję do utrzymywania stałego przechyłu na burtę, który trzeba było kompensować balastem. Kłopotliwe okazały się również napęd, system dystrybucji energii, automatyka oraz ogólna integracja poszczególnych elementów wyposażenia. W rezultacie Deutsche Marine otrzymała jedne z największych FFG świata, które jednak pod względem zasadniczych zdolności ustępowały nie tylko znacznie mniejszym F-123, lecz pod wieloma względami również wycofanym już jednostkom serii F-122 (typu Bremen).
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 9/2026
