Amerykańskie morskie środki desantowe po II wojnie światowej Część pierwsza – niezbędne maluchy

Amerykańskie morskie środki desantowe po II wojnie światowej  Część pierwsza – niezbędne maluchy

Wojciech Zawadzki

 

Po 1945 r. rozbudowane ilościowo siły okrętowe US Navy zaczęto gwałtownie redukować. Dziesiątki jednostek pływających, często jeszcze stosunkowo młodych i nowoczesnych, okazywały się niepotrzebne w czasie pokoju, dlatego albo je oddawano sojusznikom, albo sprzedawano w ramach wielkiej akcji upłynniania zbędnego demobilu.

Skala operacji desantowych, zaplanowanych i w większości przeprowadzonych w latach 1942–1945 tak w Europie, jak i na Dalekim Wschodzie, sprawiła, że znaczący przyrost ilościowy i jakościowy zanotowały w tym okresie siły amfibijne. Sprzęt zgromadzony na europejskim teatrze działań dość szybko zaczęto wyprzedawać; nieco inaczej postąpiono z dziesiątkami okrętów, barek i kutrów na drugim końcu świata, gdzie kapitulacja Japonii nie wygasiła wszystkich ognisk zapalnych.

Od motorówek do wielkich okrętów

Różnorodność operacji desantowych, ich skala oraz konieczność przerzutu na znaczne odległości setek tysięcy ludzi, tysięcy egzemplarzy sprzętu i setek tysięcy ton wszelkiej maści zaopatrzenia wymusiły produkcję kilkudziesięciu typów jednostek pływających, począwszy od dużych statków zaopatrzeniowych, przez wyspecjalizowane duże, średnie i małe okręty, barki oraz motorówki desantowe, po pływające amfibie. W 1945 r. na liście posiadanego taboru pływającego wyszczególniono m.in.: 334 statki transportowe ludzi i sprzętu, 21 okrętów desantowych-doków, 817 dużych okrętów desantowych do transportu czołgów, 488 średnich uniwersalnych okrętów desantowych, 343 duże barki desantowe do przewozu wojska, 264 duże barki desantowe różnego przeznaczenia, 257 barek desantowych do transportu czołgów typu 5 (amerykańskie oznaczenie typu to LCT Mk 5) oraz 917 podobnych, ale typu 6 (LCT Mk 6). A to oczywiście nie koniec, bo były jeszcze kolejne setki małych barek desantowych i łodzi służących do transportu ludzi i sprzętu między jednostkami niezdolnymi do podchodzenia do brzegu a miejscami desantu – najczęściej nieprzygotowanymi do tego zwykłymi, piaszczystymi lub kamienistymi plażami. Według wyliczeń spotykanych w amerykańskich opracowaniach w sumie do końca 1945 r. w stoczniach amerykańskich powstało ponad 80 tys. statków transportowych, okrętów, transportowców oraz kutrów i motorówek desantowych, w tym ponad 3 tys. o wyporności większej niż 1000 t. Oprócz tego powstało kolejnych kilkadziesiąt tysięcy różnorodnych środków desantowo-przeprawowych. Liczbę łodzi LCVP szacuje się na ok. 23 300 jednostek.

Po zakończeniu działań wojennych jeszcze w 1945 r. przygotowano dwa plany redukcji posiadanych sił desantowych. Pierwsza wersja powstała kilka dni przed ostatecznym upadkiem III Rzeszy (datowana na 2 maja, wariant 1), druga zaś – po kapitulacji Japonii (z 14 grudnia, wariant 1A). Najbardziej drastyczny plan cięć opracowano w marcu 1946 r.; wtedy też ruszyła w Europie wyprzedaż jednostek już spisanych z eksploatacji w US Navy, US Army oraz US Marine Corps (każdy z tych rodzajów sił zbrojnych posiadał własne środki amfibijne). W dokumentach wyliczono, ile jednostek będzie dalej aktywnie służyć, a ile trafi do rezerwy. I tak dla przykładu statków transportowych miało pozostać 38, a w rezerwie – kolejnych 76. Postanowiono nie wycofywać okrętów desantowych-doków, ale 17 z posiadanych 21 odstawiono do rezerwy. Okrętów desantowych do przewozu czołgów zamierzano utrzymać w służbie tylko 144 (w tym 120 w rezerwie), liczba średnich desantowców zaś miała się zmniejszyć o połowę, przy czym większość zdecydowano się zakonserwować. Zrezygnowano w ogóle z utrzymywania okrętów dowodzenia zespołami desantowymi oraz najprzeróżniejszych jednostek wsparcia ogniowego. Do wycofania zakwalifikowano m.in. wszystkie posiadane barki LCT Mk 5, których wiele trafiło wkrótce do Polski.

Po zakończeniu wojny rozpoczęto masowe pozbywanie się zbędnych jednostek zaliczanych do sił amfibijnych, na co duży wpływ miały przytoczone wyżej liczby wyprodukowanych (zwłaszcza mniejszych) barek, kutrów i motorówek. Dla przykładu Flota Pacyfiku zredukowała swój stan posiadania w tej klasie okrętów z 610 jednostek w 1945 r. do 91 w 1950 r. (przed wybuchem wojny w Korei). Niemal tysiąc barek, kutrów i motorówek przekazano do UNRRA, która dostarczała je różnym państwom jako cywilne jednostki transportowe. Jako ciekawostkę można dodać jeszcze, że łącznie ponad 130 jednostek otrzymała Japońska Agencja Bezpieczeństwa Morskiego, kontrolowana przez Dowództwo Sił Sojuszniczych w Japonii (Supreme Commander for the Allied Force, Japan – SCAP). Ta decyzja gen. Douglasa MacArthura okazała się wkrótce jakże dalekowzroczna. Oprócz statków typu Liberty cywilne japońskie załogi obsadziły 100 okrętów desantowych czołgów (LST) oraz ponad 30 średnich barek desantowych (LCM). Jednostki te przystosowano do przewozu cywilów i ich mienia w ramach wielkiej powojennej akcji repatriacyjnej.

Wycofywanie znacznych nadwyżek wyprodukowanego w czasie wojny taboru pływającego nie oznaczało oczywiście całkowitej rezygnacji z utrzymania potencjału niezbędnego do przewozu pozostawionych w strukturach wojsk lądowych i marines dywizji ogólnowojskowych i jednostek wsparcia przewidywanych do przerzutu na odległe teatry działań. Dlatego też wraz z wdrożonymi planami wycofywania zbędnych jednostek pływających jednocześnie przygotowano tabele należności przewozowych dla poszczególnych dywizji i innych pododdziałów. Szybko też się okazało, że wraz z rozwojem techniki pancernej i samochodowej zwiększała się masa całości sprzętu i zaopatrzenia, nawet przy zmniejszającej się liczbie żołnierzy w poszczególnych pododdziałach. Dla przykładu wyliczono, że w czasie wojny na jednego żołnierza trzeba było liczyć przewiezienie wraz z nim 1,3 t sprzętu i wszelkiego zaopatrzenia. Tuż po wojnie wartość ta wzrosła do 1,4 t, a w kolejnych latach już tylko się zwiększała. Wzrastała masa czołgów, pojawiały się kolejne wyspecjalizowane transportery opancerzone, co w oczywisty sposób zwiększało zapotrzebowanie na benzynę czy zapas niezbędnych części zamiennych. Analizy przeprowadzone w 1948 r., dotyczące grupy zadaniowej utworzonej wokół jednej dywizji piechoty (w czasie wojny z etatem ok. 19 000 żołnierzy), wykazywały de facto zaangażowanie niemal dwukrotnie większej liczby ludzi, nie mówiąc o masie przewożonego sprzętu i zaopatrzenia. W trakcie planowania desantu na Okinawę do przetransportowania takiej dywizji z całym jej wyposażeniem potrzebowano 12 statków transportowych, trzy lata później zaś takie potrzeby oszacowano już na 28 statków. Oprócz nich do przeładowania tej masy ludzi i sprzętu potrzebowano 5 okrętów desantowych-doków wraz z 5 dużymi okrętami desantowymi, 15 okrętami do przewozu czołgów i barkami do transportu ludzi i sprzętu na brzeg. Na tym nie koniec, bo taka flotylla wymagała zgodnie z przyjętymi tabelami dwóch okrętów flagowych (jednego dla grupy transportowej i jednego dla sił uderzeniowych), jednego okrętu dowodzenia, dziewięciu jednostek dla sztabów, wsparcia co najmniej sześciu niszczycieli osłony bezpośredniej (nie licząc dalszej osłony), natomiast do prowadzenia wsparcia ogniowego na odcinku lądowania zwyczajowo liczono kolejne 24 barki, tym razem uzbrojone w artylerię i wyrzutnie rakietowe.

W latach 1948–1949 planiści z US Navy rozpoczęli liczenie sił desantowych, które będą potrzebne w przyszłości, zwłaszcza w kontekście wzrostu napięcia międzynarodowego. Wstępnie przewidywano do natychmiastowego wykorzystania sił niezbędnych do przerzutu trzech pełnych dywizji ogólnowojskowych wraz z innymi pododdziałami oraz sił i środków dla trzech skrzydeł lotniczych. A i to tylko dla europejskiego teatru działań. Mając świadomość, że te wyliczenia mogą być za skromne, dowództwa flot na Atlantyku i Pacyfiku otrzymały pilne zadania przygotowania niezbędnych opracowań w tym zakresie. Przysłane przez floty dane zbiorcze były podobne i dla wspomnianych trzech dywizji oraz trzech skrzydeł mieściły się w ówczesnych stanach posiadania sił desantowych, zarówno tych będących w eksploatacji, jak i znajdujących się w wykazach floty rezerwowej. Był też jeszcze zapas, istniała bowiem w tym czasie także druga flota rezerwowa podlegająca Departamentowi Spraw Morskich, obejmująca jednak nie okręty, a statki mogące być w razie potrzeby użyte do transportu ludzi i sprzętu.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 7-8/2026

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter