Reklama

 


Edward Malak


 

 

Silnik PZL WS Foka

 

Ambicja i obawa elit lotnictwa II RP (cz. I)

 

 

Budowa Foki, w ubogich polskich warunkach, stała się prawdziwym wyzwaniem rzuconym ówczesnym realiom, co nie było spotykane w zrównoważonej praktyce przemysłowej, menedżerskiej, administracyjnej. Wprowadzono do polityki zbrojeń, w czasie pokoju, elementy kultury pracy fabryk przygotowujących – pod dużą presją czasu i oczekiwań – jednostki napędowe na wyścigi samochodowe i samolotowe. Przy spełnieniu się planów, uzyskano by jednak bardzo znaczące korzyści – większą niezależność i pewność polityki obronnej II RP. Powstałaby szansa na przeprowadzenie następnego – po samolotach myśliwskich PZL-7 – etapu radykalnego unowocześnienia sił myśliwskich. Na miarę wymogów rysującej się ery samolotów wielkich osiągów oraz istotnie zwiększonych możliwości bojowych.

 
 



Polska 1934 r. nie posiadała jeszcze ani jednego, solidnie rozbudowanego zespołu konstruktorskiego w dziedzinie budowy jednostek napędowych większych mocy. W ogóle doświadczenia w konstrukcji i produkcji rodzimych silników były nikłe. Poziom metalurgii w kraju nie należał do wysokich; podobnie było z dostępem do materiałów i surowców, choć zdaniem prof. dr. inż. Jana Oderfelda dla Polskich Zakładów Skody nie było na tym polu nieprzezwyciężalnych przeszkód, z wyjątkiem dodajmy - bariery czasu, stojącej z reguły przed każdym importerem. Co przemawiało za otwarciem niepewnie wyglądającego od samego początku programu super silnika? Były ku temu powody. Rok 1934, kiedy to rozpoczął się projekt silnika, był czasem przełomowym w dziejach polskiego lotnictwa. Przyniósł wyjątkowe sukcesy, na które długo czekano i pracowano. W tym czasie myśliwiec PZL-24 pobił światowy rekord prędkości, oblatano samolot nowej generacji rozpoznawczobombowy PZL-23 Karaś, sportowy RWD-9 wygrał (podwójnie) Challenge, w dużej mierze dzięki znakomitemu, rodzimemu, niewielkiemu silnikowi GR 760. Trwała też produkcja seryjna wysokiej klasy myśliwca PZL-11. Fakt, iż w Polsce umiano produkować doskonałej jakości silniki Bristol, także nie może być pominięty. Te naprawdę świetne sukcesy, zwłaszcza jak na kraj po grubo stuletniej niewoli i wychodzący dopiero z głębokiego kryzysu gospodarczego, musiały nastrajać optymistycznie, zachęcając decydentów do akceptacji coraz większej ekspansywności i ryzyka w działaniu. Tym bardziej, że osiągnięcia nie były okupione ciężarami jakichś trudnych do zrekompensowania porażek. Najważniejszym elementem inicjowanej wówczas gry o silnik nowej generacji stawał się inżynier, posiadający umiejętność wykonywania efektywnej pracy w warunkach pośpiechu i nacisku zewnętrznego. Był nim wyjątkowo zdolny Stanisław Nowkuński, absolwent Politechniki Warszawskiej, twórca silnika GR 760. Nie tylko sukcesy własne dopingowały, aby wejść na stromą ścieżkę nowego, spodziewanego sukcesu, jaki miała przynieść Foka. Nakłaniała do tego również zmieniająca się sytuacja polityczno-militarna w Europie. Zawarto wprawdzie z Niemcami (26 stycznia 1934 r.) „Deklarację o niestosowaniu przemocy” na lat 10, jednak było widoczne, że rozwój zbrojeń niemieckich jest przesądzony, to zaś nakazywało dozbrajanie, tym bardziej, że rysowało się fiasko Konferencji Rozbrojeniowej. Wzrastające sowieckie zbrojenia, pomimo istnienia paktu o nieagresji z 1932 r., również w oczywisty sposób zapowiadały dalsze zaostrzanie się sytuacji międzynarodowej. Wszystko to, jak i utrzymujące się ochłodzenie stosunków polsko-francuskich, wymuszało większą niż dotąd koncentrację na zbrojeniach w Polsce, co musiało też dotyczyć lotnictwa. Marszałek Józef Piłsudski zadecydował wtedy o nieorganizowaniu przez Polskę następnych, wielkich, kosztownych zawodów Challenge (w 1936 r.), a w efekcie o przestawieniu lotniczych fabryk państwowych wyłącznie na potrzeby wojenne. Uwolnienie ich z obowiązku pracy na rzecz wielkich rajdów samolotowych, (PZL-19 i PZL-26) umożliwiało przystąpienie nie tylko do programu średniego bombowca (PZL-37 Łoś), ale też innych projektów, w tym silnika bojowego nowej generacji (stanie się nim Foka).


Pełna wersja artykułu w Lotnictwie 11/2008